Apokalipsy nie było, czyli „Uległość” Michela Houellebecqa

houellebecq uległość

Naj­gło­śniej­sza książ­ka tego roku? Na pew­no taka, któ­ra wywo­łu­je naj­wię­cej emo­cji. W Euro­pie spa­ra­li­żo­wa­nej lękiem przed isla­mem, w któ­rej każ­de­go uchodź­cę z ogar­nię­te­go woj­ną domo­wą kra­ju podej­rze­wa się o ter­ro­ryzm, anty­uto­pia o isla­mi­za­cji Fran­cji w 2022 roku musi budzić kon­tro­wer­sje. Czy Ule­głość Houel­le­be­cqa rze­czy­wi­ście jest traf­ną dia­gno­zą euro­pej­skiej isla­mo­fo­bii?

Już z pierw­szych pol­skich recen­zji poświę­co­nych Ule­gło­ści +(przede wszyst­kim z tek­stu Z per­spek­ty­wy szui, czy­li jak umie­ra demo­kra­cja Woj­cie­cha Orliń­skie­go) jasno wyni­ka, że to nie strach przed isla­mem jest głów­nym tema­tem nowej powie­ści Houel­le­be­cqa. Jest nią obo­jęt­ność. Marazm, w jaki popa­dła euro­pej­ska lewi­ca (któ­ra nie ma nic inte­re­su­ją­ce­go do zapro­po­no­wa­nia, za to jest skłon­na ukła­dać się z Brac­twem Muzuł­mań­skim, bo jest to jedy­na real­na prze­ciw­wa­ga dla neo­fa­szy­stów) spra­wia, że demo­kra­cja kapi­tu­lu­je przed sza­ria­tem. Nie trze­ba doda­wać, że wszel­kie par­tie umiar­ko­wa­ne w powie­ści Houel­le­be­cqa zupeł­nie tra­cą pra­wo gło­su. Podob­nie jak kobie­ty, mniej­szo­ści wyzna­nio­we, eko­lo­dzy, Żydzi (ci ostat­ni albo emi­gru­ją do Izra­ela albo słuch o nich prze­pa­da – co chy­ba rów­nież jest na rękę sym­pa­ty­kom pra­wi­cy).

Zatem to nie islam jest u Houel­le­be­cqa strasz­ny. Prze­ra­ża­ją­cy jest roz­kład euro­pej­skich war­to­ści. Demo­kra­cji, któ­ra sama sie­bie uni­ce­stwia. Moder­ni­zmu, któ­ry sta­je się tyl­ko przed­mio­tem aka­de­mic­kich roz­praw (pięk­ny sece­syj­ny bar w Bruk­se­li zosta­je zamknię­ty). Chrze­ści­jań­stwa, któ­re tra­ci meta­fi­zycz­ną moc wzno­sze­nia katedr (uty­ski­wa­nie na brzy­do­tę współ­cze­snych kościo­łów jest tu bar­dzo wymow­ne). I wresz­cie lite­ra­tu­ry, któ­ra sta­je się naj­czę­ściej nośni­kiem dla nie­bez­piecz­nych idei (rasi­zmu i innych fana­ty­zmów – i to już od cza­sów Nie­tz­sche­go i Huy­sman­sa).

Co moż­na zarzu­cić nowej powie­ści Houel­le­be­cqa? Że pisarz wła­ści­wie nic nowe­go nie zapro­po­no­wał – skie­ro­wał tyl­ko kil­ka ogra­nych już przez sie­bie wąt­ków na nowe tory. Upa­dek cywi­li­za­cji euro­pej­skiej mie­li­śmy już i w Cząst­kach ele­men­tar­nych, i w Moż­li­wo­ści wyspy. Boha­ter nowej powie­ści Houel­le­be­cqa to ten sam mizan­trop, któ­re­go zna­my już ze wszyst­kich poprzed­nich ksią­żek pisa­rza. Fra­nҫo­is to ero­to­man, tak samo jak boha­ter Plat­for­my, tyle że po wej­ściu w zaawan­so­wa­ną fazę andro­pau­zy. Jest też rasi­stą (choć sta­ra się z tym za moc­no nie obno­sić, w koń­cu ma dok­to­rat), a Orliń­ski słusz­nie nazy­wa go zwy­kłym szu­ją.

Fra­nҫo­is szu­ka jakich­kol­wiek zdol­nych go jesz­cze poru­szyć doznań – w lite­ra­tu­rze, reli­gii (pró­bu­je meta­fi­zy­ki w klasz­to­rze, ale nie uda­je się) i ostrym, por­no­gra­ficz­nym sek­sie. Oczy­wi­ście nie znaj­du­je już w nich żad­nej pod­nie­ty, żad­ne­go uko­je­nia. I to rów­nież zna­my już z poprzed­nich ksią­żek Houel­le­be­cqa. Róż­ni­ca jest tyl­ko taka, że tym razem boha­ter prze­cho­dzi na islam. Dla­cze­go? Bo jest mu wszyst­ko jed­no.

Pod wzglę­dem lite­rac­kim Ule­głość nie jest naj­lep­szą książ­ką Houel­le­be­cqa. Kon­tra­sto­wa­nie ze sobą wąt­ków filo­zo­ficz­nych i por­no­gra­ficz­nych to u nie­go wyświech­ta­ny chwyt, któ­ry już chy­ba nie szo­ku­je – a na pew­no nie skła­nia do pogłę­bio­nej reflek­sji nad sta­nem kul­tu­ry euro­pej­skiej. Bra­ku­je mi też wyra­fi­no­wa­nej gry z ele­men­ta­mi SF (Moż­li­wość wyspy) bądź gry wła­snym wize­run­kiem (Mapa i tery­to­rium). Jest za to zanu­rze­nie w zbio­ro­wym lęku przed islam­skim ter­ro­ry­zmem (pro­ro­czą aurę książ­ki pod­krę­ci­ło zgra­nie się dat jej pre­mie­ry z tra­ge­dią w redak­cji „Char­lie Heb­do”). Ale to nie wpły­wa na poziom lite­ra­tu­ry, tyl­ko na jej wyso­ką refe­ren­cyj­ność, czy­li w tym wypad­ku prze­kła­dal­ność na zbio­ro­we para­no­je.

Do jakich prze­my­śleń doj­dzie w kolej­nej powie­ści? I czy będzie to rzecz war­ta uwa­gi, czy też maru­dze­nie sta­re­go mizan­tro­pa? Mam nadzie­ję, że następ­na książ­ka ode­tnie się od isla­mo­fo­bicz­nej atmos­fe­ry. Choć pew­nie auto­ro­wi już wszyst­ko jed­no – Houel­le­be­cq i tak ma już u muzuł­ma­nów prze­chla­pa­ne.

 

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

Apo­ka­lip­sy nie było, czy­li „Ule­głość” Miche­la Houel­le­be­cqa
Facebooktwitterlinkedintumblrmail
Tagged on: