Waiting For The Worms, czyli „Przemiana” Kafki

Przemiana Kafki - recenzja

Myślałem, że już nigdy nie wrócę do Kafki, ale strasznie spodobało mi się wspólne czytanie tekstów z Wykładów o literaturze Nabokova zaproponowane przez dziewczyny prowadzące świetne blogi Pierogi PruskieLiterackie Skarby Świata Całego. Na W stronę Swanna się nie załapałem, ale na Kafkę zdążyłem. Tak naprawdę chodzi o to, żeby do listopada przeczytać razem Joyce’a. Po co? Bo to fajne, takie wspólne czytanie klasyki.

No więc myślałem, że już nigdy nie wrócę do Kafki. Przeczytałem go w całości pod koniec liceum, kiedy pasował mi do nastroju, gówniarskiego egzystencjalizmu, powyciąganego swetra i The Sisters Of Mercy na kasecie. Poprawiłem na studiach, tylko Ameryki jakoś nie zmogłem. I co? Strasznie nudny ten Kafka. Jak już załapiesz raz te parabole z procesem, zamkiem, everymanem i labiryntem, to masz zasadniczo z głowy.

Kafka fajnie wygląda na koszulce i na kubku, kusi w witrynach praskich kafejek, zawsze dobrze wygląda na półce, ale brakuje mu zarówno dandysowskiego uroku Prousta, jak i pijackiej bezczelności Joyce’a. Nadaje się do szybkiej kawy pomiędzy jednym i drugim nudnym spotkaniem w biurze. Teksty pisane oryginalnie po niemiecku z finezją godną rozpraw Heideggera albo księgi rachunkowej, przy kolejnej lekturze działają jak napar z melisy – usypiają. Jeżeli masz w sobie cierpliwość i dociekliwość wykładowców akademickich, to możesz zderzać te teksty z Nabokovem i kłócić się o to, czy autor Lolity miał rację, czy jej nie miał. A ja jestem niecierpliwy i piszę krótkie teksty nie na temat.

Dlatego opowiem lepiej szybko, z czym mi się ta przemiana Gregora Samsy w robaka kojarzy. Poranek, w którym Gregor nie może wyjść z łóżka do biura to ostatni moment, w którym bohater myśli tak, jak nakazują mu normy klasy społecznej (drobnomieszczaństwa), strach przed humorami pracodawcy (Samsa pracuje w firmie handlowej) i rodzina (żerująca na jego zarobkach, choć później skłonna do wyrzucenia z domu). O czym myśli Gregor? Oczywiście, o pracy: Gregorowi wystarczyło, że usłyszał pierwsze powitalne słowo przybyłego, i wiedział już, kto to był – sam prokurent. Dlaczego tylko Gregor skazany był na pracę w firmie, w której najmniejsze zaniedbanie sprowadzało zaraz największe podejrzenie? Czyż wszyscy pracownicy razem wzięci byli łajdakami, czyż nie było wśród nich żadnego godnego zaufania, oddanego człowieka, który jeżeli nawet nie wykorzystał dla firmy tych kilku porannych godzin, szalał z powodu wyrzutów sumienia i nie był po prostu w stanie opuścić łóżka?

Kafka robal

Jeżeli pójdziemy tropem Nabokova i przyjmiemy, że w Przemianie Kafki to Gregor Samsa przypatruje się samemu sobie przemienionemu w robaka, możemy potraktować opowiadanie jako metaforę transcendencji, wyjścia poza własne ograniczenia. To, co bezskutecznie usiłowali osiągnąć Józef K. w Procesie i K. w Zamku, Gregorowi przytrafia się tak po prostu, bez najmniejszego wysiłku. Ba, wbrew jego woli. Interpretacja religijna nasuwa się sama – jedni otrzymują łaskę, jaką jest wiara (nie przypadkiem łaska kojarzy się z ułaskawieniem, uniewinnieniem – jak w strasznym i dusznym świecie Kafki), a inni są jej pozbawieni.

Ale oczywiście przemiana nie daje Gregorowi szczęścia. Jego poprzednie życie jest wyobrażone pod postacią wstrętnego robala, rodzina to robale w ludzkich postaciach, pracę zawodową uosabia małostkowy i żałosny prokurent, a świat zewnętrzny – trzech kłótliwych sublokatorów. I co to za życie?

Można sobie wyobrazić, że przemianę Gregora Samsy można przenieść w jakieś inne, współczesne ramy. I na przykład kazać mu obudzić się rano ze świadomością, że jest gejem, a cały świat wokół niego to radykalna konserwa. Czy wtedy Gregor nie patrzałby na swój dom, pracę i sąsiedztwo jak na siedlisko obrzydliwego robala?

W tym momencie przypomina mi się jeszcze jedna przemiana, z płyty The Wall Pink Floydów (o tym, że jest dla mnie ważna, choć jej nie lubię, piszę w felietonie z najnowszego numeru kwartalnika Lizard Magazyn). Bohater historii opowiedzianej przez Rogera Watersa przeobraża się w robala w piosence Comfortably Numb. Jego przemiana jest jakby rewersem metamorfozy z opowiadania Kafki. Nie odbywa się nagle, lecz jest długotrwałym procesem. Nie pozwala bohaterowi zyskać poszerzonej świadomości, lecz jest wyrazem intelektualnej oraz emocjonalnej degeneracji bohatera. Pink zamienia się w oziębłego, wypranego z głębszych uczuć psychopatę w nazistowskim mundurze (Waiting For The Worms), a postać robaka nie jest tym, co bohater próbuje porzucić, lecz wiernym odbiciem jego robaczywej duszy. Nie pomoże moment refleksji w króciutkiej piosence Stop!, rozprawa (The Trial) już się rozpoczyna, wina nie może pozostać bez kary.

Pink po przemianie w robaka
Bob Geldof jako Pink w filmie “The Wall”. Już po metaforycznej przemianie w robala-nazistę.

U Kafki jest na odwrót – Gregor jest już po tej lepszej stronie, a ohydny odwłok robaka symbolizuje świat, który został przez niego porzucony.

A może jednak się myliłem i warto wrócić do Kafki? Może nie jest taki uroczy jak Proust z Joycem, ale jednak da się go czytać w kółko i w kółko, zawsze na nowo? Ciągle uważam, że nudny ten Kafka, ale kawę w biurze chętnie sobie z nim strzelę. Bo warto mieć tego robala w sobie na oku.

5/5

Comfortably Numb  - przemiana w robaka w piątej i szóstej minucie.

Waiting For The Worms, czyli „Przemiana” Kafki
Facebooktwittergoogle_pluslinkedintumblrmail
Tagged on:                                 
  • Nie powiem, końcówka liceum to doskonały czas na czytanie Kafki (wtedy sama mniej więcej wsiąkłam, z tym że zostało mi to do dzisiaj ;-)). Wydaje mi się, że tym, co pozostaje w tekstach Kafki niedocenione, jest humor. Należę do tych, którzy pierwsze strony “Przemiany” czytają jak dowcip -- straszny, ale równocześnie komiczny. Podobnie mam przy “Procesie” (biczownik w szafie!).

    Moim zdaniem przemiana Gregora też jest postępująca -- jasne, od razu człowiek zmienia się w robaka, ale zanim w pełni się w niego przeistoczy (o ile w ogóle: o tym można dyskutować), to jeszcze czuje się człowiekiem, jeszcze tak myśli (iść do pracy!), jeszcze się tak próbuje zachować (stanąć na nogach, co trafnie zauważa Nabokov).

    • Pamiętam, że ten humor z “Procesu” był znacznie wyraźniej wyeksponowany w nowym przekładzie, u Schulza trochę ginął. Mimo wszystko to ciągle dość specyficzne, niemiecko-austriackie poczucie humoru (ten biczownik!). Chyba nie na każdą okazję 😉
      Fajnie się z Wami czytało!

  • O, bardzo fajne i świeże są u Ciebie te konteksty współczesne i muzyczne :). Ja się też zastanawiałam, jak mogłaby wyglądać ta przemiana w dzisiejszych czasach, bo fajne w Kafce jest to, że jest taki uniwersalny, ale im dłużej o tym myślę, tym silniejsze mam wrażenie, że dziś wszyscy trochę jesteśmy takimi robakami – spętanymi, jak Gregor, przez pracę, ale też media, internet, jakieś chore oczekiwania społeczeństwa, nasz własny wizerunek, który z „pomocą” innych wbijamy sobie do głowy. Może nie ma innego życia?

    • Myślę, że właśnie tutaj Kafka był naprawdę prekursorski - w tym spętaniu przez pracę, społeczeństwo, przymus bycia potrzebnym itd. W jego czasach to się dopiero rodziło, wraz z nowoczesnym kapitalizmem/technokratyzmem. Pewnie, że był w tym wszystkim kompleks urzędnika, ale chyba właśnie to sprawiło, że Kafka jest nieustannie aktualny. W XIX wieku to było raczej niewyobrażalne.

      • Wydaje mi się, że Kafka odsłaniał też lęki swojej epoki: wyrósł jednak w bardzo zbiurokratyzowanym państwie, które działało jak maszynka i chciało wszystkich widzieć “na swoim miejscu” -- a ostatnie lata życia spędził obserwując, jak te wypracowane sposoby działania rozpadają się w niepodległej Czechosłowacji, bo okazało się, że biurokracja biurokracji nierówna.