Thriller fantastycznonaukowy z elementami filozoficznego, a może metafizycznego nawet, namysłu nad bólem i cierpieniem — to brzmi dobrze. A jednak wyszło jakoś kwadratowo.
Zacznijmy od tego, że Bora Chung to znana i ceniona pisarka sci-fi, tego z wyższej półki. W dodatku jest aktywistką próbującą zmienić świat, jeżeli nie na lepsze, to przynajmniej nie na takie, żeby nie było znacząco gorsze, bo przecież w tę stronę świat zmierza. Polscy czytelnicy trochę już jej twórczość znają, bo Tajfuny wydały niegdyś zbiorek świetnych (podobno, jeszcze nie czytałem) opowiadań Przeklęty królik, a Kwiaty Orientu — karkołomną powieść, w której występują m.in. kraby zakładające związki zawodowe.
Oczywiście, oba te wydawnictwa należą do tzw. butikowych, więc nowa powieść wypuszczona przez Znak w serii Kairos może poszerzyć znajomość twórczości południowokoreańskiej pisarki w Polsce. Problem w tym, że — w odróżnieniu od tych poprzednich — jest raczej przeciętna. Miał być olśniewający traktat metafizyczno-sajfajowy o bólu, a wyszła powieść sensacyjna o śledzeniu przywódcy zbrodniczej sekty i człowieka, który się na tej sekcie zemścił. Lektura tej książki opiera się na śledzeniu wątku kryminalnego, a to, co tej książce zapowiadało się na świeżutkie i nowe, jakoś ginie w modnie poszatkowanej formie i wśród kwadratowych dialogów.
Efekt ostateczny rozczarowuje, natomiast uwagi o naturze późnego kapitalizmu i sposobu funkcjonowania sekt wydają się dość oczywiste. A szkoda, bo Bora Chung wie na ten temat bardzo dużo w związku z wieloletnim doświadczeniem aktywistki.
Z drugiej strony, jak ktoś się jeszcze z twórczością pisarki nie zna, to może odkopać książki poprzednie (ja też powinienem), a jej wysoka ranga w rankingu fantastyki współczesnej rodzi nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy.
3/6
PS. Nic nie koresponduje lepiej z książką o sekcie manipulującej wyobrażeniami wiernych o cierpieniu, bólu i odkupieniu niż okładka płyty Spiritual Healing zespołu Death. Świetny album!

