Dehnel-stylista, czyli “Historie łajdackie”

Niewielkich rozmiarów zbiorek przynosi kilka drobnych form Jacka Dehnela, które może nie odegrają doniosłej roli w polskiej literaturze współczesnej, ale dają wiele przyjemności.

Recenzje książek dobrych, złych i brzydkich. Bez zdjęć z latte przy kominku i bez śmiesznych kotków. Sautée z solą i pieprzem.

Niewielkich rozmiarów zbiorek przynosi kilka drobnych form Jacka Dehnela, które może nie odegrają doniosłej roli w polskiej literaturze współczesnej, ale dają wiele przyjemności.

Najpierw “Światłość w sierpniu” w przekładzie Tarczyńskiego, teraz “Gdy leżę, konając” w odczytaniu jego męża, Dehnela. Czekałem na obie. Majstersztyk amerykańskiego southern gothic. I mistrzostwo przekładu.

Przyznam Wam się do czegoś. Zupełnie nie umiem zapamiętać treści kryminałów. Nie wiem, dlaczego. Może w gruncie rzeczy intrygi z powieści kryminalnych po prostu niespecjalnie mnie obchodzą? Może są tak odległe od moich, nudnych i do bólu przewidywalnych, codziennych doświadczeń,

W matce Makrynie widzę usymbolizowaną Polskę – to słowa Adama Mickiewicza zacytowane na wewnętrznej stronie okładki ostatniej (nie licząc napisanej wraz z Piotrem Tarczyńskim pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa Tajemnicy domu Helclów) powieści Jacka Dehnela. Mickiewicz widział w Makrynie świętą. Klękał przed nią