Mesjasz, Guliwer i Stara Szafa — „Opowieści z Narni” C. S. Lewisa

opowieści z narni

Wojciech, lat 7

Narnia” czy­li: czar­na wyspa, rycer­ski ksią­żę, magicz­ne krze­sło, dzie­ci któ­re sta­ją się kró­la­mi i kró­lo­wy­mi, fau­ny. Pomy­śleć tyl­ko, że to wszyst­ko znaj­du­je się w sied­miu książ­kach!

Zdu­mie­wa­ją­ca opo­wieść peł­na fan­ta­zji i zimy (w pierw­szej czę­ści). To było nie­złe jak Eusta­chy Scrubb zmie­nił się w smo­ka.

Zachę­cam do prze­czy­ta­nia!!!

Piotr, lat 34

Sie­dem czę­ści przy­gód angiel­skich dzie­ci w baśnio­wej kra­inie Narni to ide­al­ny eks­trakt skład­ni­ków two­rzą­cych dobrą lite­ra­tu­rę dzie­cię­cą. Młod­si czy­tel­ni­cy znaj­dą tu cza­ru­ją­ce opo­wie­ści o mówią­cych zwie­rzę­tach i boha­ter­skich przy­go­dach, nie­co star­si – zalą­żek fan­ta­sy z zawi­ro­wa­nia­mi cza­so­prze­strze­ni i przej­ścia­mi mię­dzy świa­ta­mi. A ich rodzi­ce? Napraw­dę nie­źle brzmią­ce echa histo­rii, któ­re zna­ją z innych tek­stów. Zazwy­czaj z Biblii, ale krzyw­dzą­cym uprosz­cze­niem było­by sądzić, że Narnia to biblia pau­pe­rum w baj­ko­wym świe­cie. Narnia zna­czy znacz­nie wię­cej.

Choć oczy­wi­ście opo­wie­dzia­nych baśnio­wym języ­kiem histo­rii biblij­nych jest tu spo­ro. Mamy zło­żo­ne­go w ofie­rze, ale dzię­ki temu para­dok­sal­nie zwy­cię­skie­go Mesjasza‐Aslana (Lew, Czrow­ni­ca i Sta­ra Sza­fa to histo­ria nie­mal czy­sto ewan­ge­licz­na, z ocze­ki­wa­niem na Mesja­sza i Odku­pie­niem), mamy stwo­rze­nie świa ta zko­smicz­nej pust­ki, poprzez boskie tchnie­nie Asla­na (Sio­strze­niec Cza­ro­dzie­ja), mamy wresz­cie Apo­ka­lip­sę w Ostat­niej bitwie. I nie cho­dzi tu tyl­ko o kon­ser­wa­tyw­ny (cza­sa­mi nie­zno­śnie) świa­to­po­gląd auto­ra i chrze­ści­jań­ską z ucha kon­cep­cję Boga‐Aslana, któ­ry jest tu Pierw­szym Poru­szy­cie­lem, pan­te­istycz­nym duchem natu­ry i Zba­wi­cie­lem. Dia­beł (choć chcia­ło­by się powie­dzieć: anioł) tkwi w szcze­gó­łach.

Baśń z kluczem

Przyj­rzyj­my się choć­by naj­cie­kaw­szej, bo naj­moc­niej opar­tej na inter­tek­stu­al­nych nawią­za­niach czę­ści, wień­czą­cej cały cykl Ostat­niej Bitwie. Czy­sta przy­jem­ność tek­stu dla lite­ra­tu­ro­znaw­cy, bo są tu uży­te chy­ba wszyst­kie dostęp­ne Lewi­so­wi inter­tek­stu­al­ne tric­ki. Histo­ria odwo­łu­je się do wszyst­kich poprzed­nich czę­ści cyklu, zwłasz­cza do opo­wie­ści o powsta­niu świa­ta w Sio­strzeń­cu Cza­ro­dzie­ja i do eschatologiczno‐ewangelicznego Lwa, Cza­row­ni­cy i Sta­rej Sza­fy. Wra­ca­ją boha­te­ro­wie Srebr­ne­go Krze­sła, a pod koniec poja­wia­ją się wszyst­kie dzie­ci, któ­re kie­dy­kol­wiek nawie­dzi­ły kra­inę Asla­na (poza Zuzan­ną, któ­ra doro­sła, zatem woli się stro­ić, poń­czo­chy zakła­dać i usta malo­wać). A w dodat­ku jest to histo­ria z klu­czem. I to skom­pli­ko­wa­nym – Apo­ka­lip­są św. Jana.

Bo w Ostat­niej Bitwie poja­wia się zarów­no Anty­chryst, jak i obraz Sądu Osta­tecz­ne­go. Na począt­ku histo­rii fał­szy­wy pro­rok (mał­pa w koro­nie, jak w kata­stro­ficz­nym Balu w Ope­rze Tuwi­ma) gło­si rychły powrót Asla­na, któ­rym jed­nak oka­zu­je się Anty­chryst – osioł prze­bra­ny w skó­rę Lwa, zapo­wia­da­ją­cy nadej­ście prze­ra­ża­ją­ce­go bóstwa, Tasza (nazy­wa­ne­go tu Tasz­la­nem). Łatwo zauwa­żyć skłon­ność Lewi­sa do sto­so­wa­nia kary­ka­tur. I nic w tym dziw­ne­go, w koń­cu wApo­ka­lip­sie św. Jana Anty­chryst jest kary­ka­tu­rą Chry­stu­sa – tak samo osioł w skó­rze Lwa jest kary­ka­tu­rą same­go Lwa, a Tasz­lan jest kary­ka­tu­rą Asla­na.

Apokalipsa według Aslana

Fał­szy­wy Bóg wpro­wa­dza żyją­ce w Narnię zwie­rzę­ta w stan cha­osu. Nie wia­do­mo już, co jest dobre, a co złe, nastę­pu­je wymie­sza­nie pojęć, a sło­wo tak może ozna­czać nie (Wasza mowa niech będzie: “Tak — tak, nie — nie”. A co nad­to, z zepsu­cia jest - Mt 5,37). Osta­tecz­nie jed­nak Aslan zwy­cię­ża Tasz­la­na, ale do pier­wot­ne­go ładu nie da się już powró­cić, dla­te­go nastę­pu­je Sąd. Mówią­ce zwie­rzę­ta patrzą w oczy Asla­no­wi, a następ­nie te, któ­re były bez trwo­gi, odcho­dzą do lep­sze­go świa­ta, a te, któ­re zawi­ni­ły – sta­ją się zwy­kły­mi, pozba­wio­ny­mi daru mowy zwie­rzę­ta­mi z ludz­kie­go świa­ta.

Biblij­ne sym­bo­le i odwo­ła­nia do staro‐ oraz nowo­te­sta­men­to­wych nar­ra­cji nie wyczer­pu­ją jed­nak bogac­twa lite­rac­kich odnie­sień licz­nie zapeł­nia­ją­cych kar­ty Opo­wie­ści z Narni. Mamy tu zaba­wę gatun­ka­mi (opo­wieść ini­cja­cyj­na, powieść dro­gi, powieść łotrzy­kow­ska, para­bo­la) i moty­wa­mi lite­rac­ki­mi. W Księ­ciu Kaspia­nie pra­wo­wi­ty następ­ca tro­nu Narni musi odzy­skać wła­dzę zagra­bio­ną pod­stę­pem przez wuja, któ­ry zresz­tą wysy­ła Kaspia­na na pew­ną śmierć – iden­tycz­nie jak w Ham­le­cie Szek­spi­ra. Zwie­dza­ne przez boha­te­rów wyspy w Podró­ży „Wędrow­ca do Świ­tu” nie­jed­no­krot­nie są pre­tek­stem do uka­zy­wa­nia uto­pij­nych świa­tów, poprzez któ­re kry­ty­ko­wa­ny jest świat rze­czy­wi­sty, a zwłasz­cza nie­udol­ne rzą­dy i upa­dek oby­cza­jów w Anglii (co znów moc­no przy­po­mi­na Podró­że Guli­we­ra). W Srebr­nym Krze­śle mamy moc­no wyeks­po­no­wa­ny nastrój gro­zy i licz­ne odwo­ła­nia do moty­wów zgo­ła roman­tycz­nych (np. cza­ro­dziej­ka z jezio­ra, któ­ra oka­zu­je się wiedź­mą). Nato­miast Koń i jego chło­piec odwo­łu­je się do histo­rii z Baśni Tysią­ca i Jed­nej Nocy oraz kul­tu­ry arab­skiej.

Zderzenie cywilizacji

Zresz­tą, nie­trud­no dostrzec tu cha­rak­te­ry­stycz­ną kon­struk­cję świa­ta: Narnia to chrze­ści­jań­ska Euro­pa, nato­miast za gra­ni­czą­cą z nią górzy­stą Archen­lan­dią znaj­du­je się Kalor­men, kon­ku­ru­ją­cy z wyznaw­ca­mi Asla­na świat ucha­rak­te­ry­zo­wa­ny na Bli­ski Wschód. Aslan to bóg praw­dzi­wy, wyba­cza­ją­cy i poświę­ca­ją­cy się za swo­ich wyznaw­ców, a bóg Kalor­meń­czy­ków to strasz­ny i mści­wy Tasz, któ­ry co jakiś czas pró­bu­je pod­po­rząd­ko­wać sobie Narnię. Od cza­su do cza­su wybu­cha jakaś Świę­ta Woj­na.

Opo­wie­ści z Narni czy­ta się z ogrom­ną przy­jem­no­ścią – bo trud­no o bar­dziej elo­kwent­ne­go i lepiej przy­go­to­wa­ne­go pisa­rza (C. S. Lewis był lite­ra­tu­ro­znaw­cą i medie­wi­stą) do tka­nia tak mister­nej kon­struk­cji z plą­ta­ni­ny mitów, wąt­ków lite­rac­kich i ele­men­tów co naj­mniej dwóch wiel­kich reli­gii mono­te­istycz­nych niż autor Księ­cia Kaspia­na. Nawet, jeże­li jego uty­ski­wa­nia na skar­le­nie w cza­sach powo­jen­nych porząd­nej (jego zda­niem), ultra­kon­ser­wa­tyw­nej edu­ka­cji angiel­skiej dziś na poły śmie­szą, na poły obu­rza­ją. A jego natręt­ny mora­lizm jest trud­ny do znie­sie­nia. I mimo tych wszyst­kich uprosz­czeń w kon­struk­cji świa­ta, nie­rzad­ko moc­no krzyw­dzą­cych, a zawsze wyni­ka­ją­cych z prze­ko­na­nia, że chrześcijanin‐Europejczyk jest lep­szy od resz­ty świa­ta.

Trud­no. I tak ory­gi­nal­ne histo­rie z Narni zde­cy­do­wa­nie prze­wyż­sza­ją ich roz­bu­cha­ne, przy­sto­so­wa­ne do gustów miło­śni­ków Pete­ra Jack­so­na, hol­ly­wo­odz­kie ekra­ni­za­cje. Bo są wdzięcz­niej­sze i napi­sa­ne z zało­że­niem, że czy­tel­nik dosko­na­le sam sobie pora­dzi z odczy­ta­niem opo­wia­da­nych histo­rii. Nawet bar­dzo mło­dy czy­tel­nik.

PS. Opo­wie­ści z Narni dosta­łem od ojca, jak mia­łem jakieś 8 czy 9 lat. Musia­łem wyle­czyć wszyst­kie zęby i pozwo­lić sobie zało­żyć apa­rat orto­don­tycz­ny, żeby je wyże­brać. Szcze­rze nie­na­wi­dzi­łem den­ty­sty i rów­nie szcze­rze ufa­łem Asla­no­wi. Dziś już mu nie ufam, mam wra­że­nie, że tro­chę wypro­wa­dził mnie w pole z tym swo­im kate­go­rycz­nym przy­mu­sem wia­ry w speł­nie­nie jego obiet­nic, ale mimo wszyst­ko histo­rie z Narni prze­czy­ta­łem syno­wi na dobra­noc. Zaję­ło nam to dwa lata. W pier­wo­wzór Asla­na nie wie­rzę, ale wie­rzę w to, że war­to opo­wia­dać sobie dobre histo­rie. Nawet, jeże­li nie­któ­re ich frag­men­ty już mi się nie podo­ba­ją i wyma­ga­ją komen­ta­rza.

4/5

siostrzeniec czarodzieja

www.facebook.com/literaturasaute

Facebooktwitterlinkedintumblrmail