Gore, soap opera i death metal, czyli „Kamienna noc” Gai Grzegorzewskiej

Gaja Grzegorzewska kamienna noc

Gaja Grze­go­rzew­ska ma dobrą pas­sę. Nie­daw­no uka­za­ła się środ­ko­wa część kry­mi­nal­nej try­lo­gii zain­gu­ro­wa­nej dwa lata temu rewe­la­cyj­nym Beto­no­wym pała­cem. I trze­ba przy­znać, że to elek­try­zu­ją­ca wia­do­mość. Zaczy­ta­na część inter­ne­tów kipi od entu­zja­stycz­nych recen­zji, a przy oka­zji Wydaw­nic­two Lite­rac­kie wzna­wia wszyst­kie wcze­śniej­sze, coraz trud­niej dostęp­ne w poprzed­nich wyda­niach kry­mi­na­ły o Julii Dobro­wol­skiej. Bar­dzo mnie to cie­szy, bo kibi­cu­ję Grze­go­rzew­skiej nie od dziś – Grób i Beto­no­wy pałac to moje ulu­bio­ne pol­skie kry­mi­na­ły z ostat­nich kil­ku lat (pisa­łem już kie­dyś o nich na sta­rym blo­gu). Mam sła­bość do dresiarsko‐menelskiej sty­li­za­cji w dia­lo­gach i do momen­tów, w któ­rych kon­wen­cja dry­fu­je gdzieś pomię­dzy Taran­ti­no i fil­my gore. Ale muszę też przy­znać, że w Kamien­nej nocy Julia Dobro­wol­ska zaczy­na mnie już męczyć. Za co daję prop­sy, a za co zabie­ram gwiazd­ki?

Julia Forever

Przy­znam się cał­kiem szcze­rze, że Julia Dobro­wol­ska wca­le nie jest moją ulu­bio­ną posta­cią z ksią­żek Grze­go­rzew­skiej. Jest w niej coś faj­ne­go – cyber­punk, Chan­dler i kra­kow­ski sple­en w jed­nym. Ale jest też coś iry­tu­ją­ce­go – Dobro­wol­ska jest tro­chę komik­so­wa, a w związ­ku z tym jej roz­ter­ki egzy­sten­cjal­ne nie są zbyt inte­re­su­ją­ce, dla­te­go naj­le­piej jest wte­dy, gdy boha­ter­ka zosta­wia je dla sie­bie. A z jej ust pada wyłącz­nie ordy­nar­ne prze­kleń­stwo. Taką Julię kupu­ję.

Gaja Grzegorzewska z maczetą, fot. Tomasz Gotfryd
Gaja Grze­go­rzew­ska z macze­tą, fot Tomasz Got­fryd

Tym razem jed­nak Julia bar­dzo dużo się mar­twi, jesz­cze wię­cej wspo­mi­na, a prze­waż­nie nie są to dobre wspo­mnie­nia. Dla tych, co nie wie­dzą – głów­ny wątek miło­sny cyklu o Dobro­wol­skiej to miłość Julii i Pro­fe­so­ra. Rzecz w tym, że już w Gro­bie Pro­fe­sor oka­zał się bra­tem Julii. Strasz­ny pech – Julia i Pro­fe­sor wycho­wy­wa­li się osob­no, żad­ne z nich nie wie­dzia­ło nic o dru­gim z rodzeń­stwa. Świa­do­mość praw­dy o kazi­rod­czym cha­rak­te­rze związ­ku już przez cały poprzed­ni tom serii o Dobro­wol­skiej była dla boha­te­rów nie do znie­sie­nia, a jed­nak autor­ce uda­je się cią­gnąć tele­no­we­lę dalej. Dla­te­go Julia tak czę­sto mie­wa roz­ter­ki. Mnie to jakoś nie bie­rze. Wolę, gdy nar­ra­to­rem był Pro­fe­sor (tak było w Beto­no­wym pała­cu), postać o wie­le cie­kaw­sza, bo sta­no­wią­ca egzo­tycz­ne połą­cze­nie dre­sia­rza, prze­stęp­cy i huma­ni­sty – ksyw­kę dostał za oczy­ta­nie. Nie­ste­ty, krót­kie frag­men­ty, w któ­rej nar­ra­cja Kamien­nej nocy pro­wa­dzo­na jest z punk­tu widze­nia Pro­fe­so­ra, tym razem wyglą­da­ją tro­chę bla­dziej niż w poprzed­niej czę­ści cyklu. Domi­nu­je Julia, cudow­nie pomno­żo­na, odbi­ta w licz­nych zwier­cia­dłach (lustro jest lejt­mo­ty­wem książ­ki). Julia Fore­ver. Tro­chę już mam jej dość.

Socjopaci z sąsiedztwa

A za co nale­ży się porząd­ne piwo? W kry­mi­na­łach Grze­go­rzew­skiej naj­bar­dziej lubię to, że są bez­czel­ne. Autor­ka nie cho­wa się ani za zasło­ną pru­de­rii, ani za kon­wen­cja­mi lite­rac­ki­mi – u niej dre­siarz zawsze mówi tak, jak praw­dzi­wy dre­siarz, a szyb­ko oka­zu­je się, że pan sąsiad z wąsem dzie­li z nim upodo­ba­nie do dosad­ne­go języ­ka (np. każe żonie, żeby nie kła­pa­ła mor­dą, tyl­ko sie­dzia­ła cicho na piź­dzie – s. 26). Kto jak kto, ale Grze­go­rzew­ska wie, jak dobrze zakląć w powie­ści – mam już parę bon motów z poprzed­nich jej ksią­żek.

Lubię też gęsty, mrocz­ny, para­no­icz­ny nastrój kry­mi­na­łów Grze­go­rzew­skiej. Już w Gro­bie było cięż­ko. Beto­no­wy pałac był dusz­ny jak lato w mie­ście na złej dziel­ni­cy. Kamien­na noc zawie­ra frag­men­ty rodem z mrocz­ne­go thril­le­ra i hor­ro­ru gore (m.in. są pomor­do­wa­ne i pocho­wa­ne w sło­ikach dzie­ci, a histo­ria o Bazy­lisz­ku w trzech oso­bach, czy­li psy­cho­pa­cie, pedo­fi­lu i mor­der­czy­ni, jest napraw­dę moc­na). Dla­te­go czy­ta­nie ksią­żek Grze­go­rzew­skiej nie koja­rzy mi się ze słu­cha­niem Zoli Jesus czy Davi­da Bowie­go (cyto­wa­nych przez autor­kę), ale raczej z Vade­rem. Co łączy kry­mi­na­ły o Dobro­wol­skiej z death meta­lem? Bru­tal­ność i fascy­na­cja śmiet­ni­kiem kul­tu­ry.

W Kamien­nej nocy jest kil­ka wybor­nych, bar­dzo elek­try­zu­ją­cych frag­men­tów, ale powieść jako całość nie­spe­cjal­nie się bro­ni – za dużo w tej książ­ce histo­rii o zaka­za­nym związ­ku Julii i Pro­fe­so­ra. Tro­chę roman­tycz­nej, a tro­chę por­no­gra­ficz­nej, na pew­no cią­gną­cej się już za dłu­go. Ja cze­kam na gore i rodzi­me Wście­kłe psy. Mam nadzie­ję, że wró­cą wraz z miesz­kań­ca­mi Osie­dla w kolej­nej książ­ce Grze­go­rzew­skiej.

3/5

Na deser Car­nal, czy­li mój ulu­bio­ny kawa­łek Vade­ra. Tak postrze­gam Kamien­ną noc w naj­lep­szych frag­men­tach (np. o Bazy­lisz­ku).

Gore, soap ope­ra i death metal, czy­li „Kamien­na noc” Gai Grze­go­rzew­skiej
Facebooktwitterlinkedintumblrmail