Proste historie miłosne, czyli „Mezopotamia” Serhija Żadana

 

serhij żadan mezopotamia

Wszyst­kie dobre książ­ki są o miło­ści. Nawet, jeże­li wyda­je się, że są o czymś innym. Jak nie ma w książ­ce miło­ści (czy to szczę­śli­wej, czy paskud­nie nie­uda­nej), to wie­je nudą i tyle – dla­te­go Kichot wymy­ślił sobie Dul­cy­neę. Dla­te­go też zwy­cię­ski wódz spod Troi ginie we wła­snym domu za spra­wą Kli­taj­me­stry. W koń­cu kogo napraw­dę inte­re­su­je prze­gląd woj­ska?

Dobrze wie o tym Kun­de­ra, któ­ry do każ­dej książ­ki o Cze­chach i Histo­rii wkła­da co naj­mniej ze trzy roman­se. Wie o tym też Żadan, któ­ry co praw­da moc­no przy­nu­dzał we wszyst­kich swo­ich poprzed­nich powie­ściach (i oso­bi­ście pla­so­wa­łem go gdzieś mię­dzy Żul­czy­kiem a Sta­siu­kiem), ale za to w naj­now­szej książ­ce opo­wia­da kil­ka peł­no­krwi­stych, stu­pro­cen­to­wo wia­ry­god­nych i wcią­ga­ją­cych histo­rii miło­snych. I zgar­nia całą staw­kę – Mezo­po­ta­mia zosta­ła w tym roku nagro­dzo­na Ange­lu­sem za naj­lep­szą powieść środ­ko­wo­eu­ro­pej­ską.

Mło­dy chło­pak pod­ko­chu­ją­cy się w Daszy – dziew­czy­nie, do któ­rej wpro­wa­dza się, bo jego mat­ka uga­da­ła dla nie­go stan­cję przy wód­ce. Zapo­wia­da się na namięt­ny romans (chło­pak nasłu­chu­je po nocach kro­ków Daszy na klat­ce scho­do­wej i robi wszyst­ko, by zain­te­re­so­wać ją swo­im mło­dym cia­łem), ale nagle oka­zu­je się, że Dasza ma cał­kiem spo­re­go syna, któ­ry do tego abso­lut­nie nie dopu­ści. Inny boha­ter, Mario, musi zaopie­ko­wać się swo­ją dale­ką kuzyn­ką pod nie­obec­ność wuja leżą­ce­go w szpi­ta­lu. Cały­mi noca­mi pije z nią wino i upra­wia seks – do momen­tu, aż zna­ny z pory­wi­ste­go tem­pe­ra­men­tu i bez­względ­nej bru­tal­no­ści wuj nie sta­nie w pro­gu. Brzmi nie­źle?

A do tego wszyst­kie­go otrzy­mu­je­my pełen prze­gląd współ­cze­snych ukra­iń­skich nostal­gii, obaw i kosz­ma­rów, pięk­nie nary­so­wa­ny fresk uka­zu­ją­cy spo­łecz­ność Char­ko­wa i genial­ny język, pod­słu­cha­ny przez Żada­na u swo­ich zna­jo­mych, w knaj­pach, skle­pach i na uli­cach mia­sta. I o to cho­dzi w dobrej lite­ra­tu­rze.

Wciąż czuć u Żada­na wyraź­ny ton roz­cza­ro­wa­nia ukra­iń­skim życiem społeczno‐politycznym (wyra­żo­ny naj­do­bit­niej w powie­ści Depe­che Mode pod posta­cią deter­mi­nu­ją­ce­go losy boha­te­rów pochu­izmu), ale tym razem poja­wia się coś wię­cej. Jakaś wyraź­nie odczu­wal­na potrze­ba opo­wie­dze­nia pro­stych histo­rii zwy­kłych ludzi, któ­rzy odkry­wa­ją w sobie coś wiel­kie­go – miłość, pożą­da­nie, radość. Wszyst­ko to znaj­du­je zwień­cze­nie w sce­nie z ostat­nie­go opo­wia­da­nia, w któ­rej cho­ry na raka krta­ni Łuka tań­czy do Glo­rii Pat­ti Smith przed mło­dą dziew­czy­ną zaraz po zakoń­cze­niu impre­zy, na któ­rej żegna się ze swo­imi przy­ja­ciół­mi – trud­no o lep­sze odświe­że­nie baro­ko­we­go z ducha topo­su tań­ca miło­ści i śmier­ci. Nawet, jeże­li to tro­chę pate­tycz­ne – bie­rze mnie to.

Na koniec mamy dłu­gi poemat, w któ­rym poja­wia­ją się posta­ci z opo­wia­dań, a tak­że prze­pla­ta­ją­ce się w nich moty­wy i meta­fo­ry. Pod wzglę­dem kon­struk­cyj­nym – opad szczę­ki. Języ­ko­wo – tro­chę za moc­no pach­nie mi roman­ty­zmem, ale sko­ro mówi­my o lite­ra­tu­rze ukra­iń­skiej, moż­na to jakoś Żada­no­wi wyba­czyć (oni wciąż tro­chę się na tym naszym roman­ty­zmie wzo­ru­ją, pod­czas gdy u nas jest to zwy­kle nega­tyw­ny punkt odnie­sie­nia – chy­ba, że pisze Rym­kie­wicz). Tak czy siak – Żadan wie, jak robić to dobrze.

Naj­lep­sza – jak dotąd – książ­ka Żada­na? Na pew­no. I jak dotąd szczy­to­we osią­gnię­cie nowej lite­ra­tu­ry ukra­iń­skiej. Boom na nią zda­wał się ostat­nio prze­mi­jać, ale miej­my nadzie­ję, że to dopie­ro począ­tek nowej fali. Ja następ­ną książ­kę Żada­na bio­rę w ciem­no.

4,5/5

 

www.facebook.com/literaturasaute

Pro­ste histo­rie miło­sne, czy­li „Mezo­po­ta­mia” Ser­hi­ja Żada­na
Facebooktwittergoogle_pluslinkedintumblrmail
Tagged on: