2016

Europę zniszczył prostak, czyli “Dziennik 1943–1948” Sándora Máraiego

Marai Dziennik 1943-1948

Waż­na lek­tu­ra na trud­ne cza­sy. Sán­dor Márai mógł­by być węgier­skim Pro­ustem, gdy­by nie II woj­na świa­to­wa. Nie­miec­ka oku­pa­cja Węgier spra­wi­ła, że w kil­ka mie­się­cy świat Mára­ie­go, czy­li konserwatywno-demokratyczna kul­tu­ra miesz­czań­ska, prze­stał ist­nieć.   A to, co oca­la­ło po holo­kau­ście, rządach

Tak długo czekałem, czyli „Republika” Leszka Gnoińskiego

Tak długo czekałem, czyli „Republika” Leszka Gnoińskiego

Tak dłu­go cze­ka­łem na porząd­ne wydaw­nic­two książ­ko­we o Repu­bli­ce. Takie pięk­nie wyda­ne, z mnó­stwem zdjęć, plo­tek, cie­ka­wo­stek. No, przede wszyst­kim zdjęć, bo Repu­bli­ka od same­go począt­ku cza­ro­wa­ła desi­gnem i dobrym sty­lem. Kie­dyś (przy oka­zji pisa­nia pra­cy magi­ster­skiej, a w wersji

Ploty o bluesie, czyli biografia Erica Claptona

Eric Clapton Bóg Gitary okładka

Gdy w poło­wie lat 60. na ścia­nie sta­cji metra Isling­ton poja­wił się napis „Clap­ton jest Bogiem”, gita­rzy­sta miał zale­d­wie 20 lat. Dzie­sięć lat póź­niej naj­waż­niej­szy bia­ły gita­rzy­sta blu­eso­wy na świe­cie zaj­mo­wał się głów­nie mar­no­wa­niem swo­je­go talen­tu – był alko­ho­li­kiem, narkomanem

Choochie Coochie Man, czyli „Blues z kapustą” J. Chojnackiego

Choochie Coochie Man, czyli „Blues z kapustą” J. Chojnackiego

Jan Choj­nac­ki jest naj­waż­niej­szą obok Woj­cie­cha Man­na oso­bą odpo­wie­dzial­ną za popu­la­ry­za­cję blu­esa w Pol­sce. Jak to się sta­ło, że smut­ne pio­sen­ki bie­da­ków z roz­pa­lo­nej słoń­cem Del­ty zna­la­zły tak żywy oddźwięk w chłod­nej i wietrz­nej Pol­sce, ojczyź­nie pie­ro­gów i bigo­su? W

Ile kosztuje uratowanie świata, czyli „Czarnobylska modlitwa” Swietłany Aleksijewicz

Swietłana Aleksijewicz Czarnobylska modlitwa okładka

Nie­czę­sto zda­rza się, że lite­rac­ki repor­taż jest tak przy­gnę­bia­ją­cy, jak Czar­no­byl­ska modli­twa Swie­tła­ny Alek­si­je­wicz. Tak zwa­ni Likwi­da­to­rzy, czy­li ludzie wal­czą­cy ze skut­ka­mi wybu­chu elek­trow­ni ato­mo­wej w Czar­no­by­lu, zapła­ci­li ogrom­ną cenę za ura­to­wa­nie Wschod­niej Euro­py (a być może nie tyl­ko Wschodniej)

Gore, soap opera i death metal, czyli „Kamienna noc” Gai Grzegorzewskiej

Gaja Grzegorzewska kamienna noc

Gaja Grze­go­rzew­ska ma dobrą pas­sę. Nie­daw­no uka­za­ła się środ­ko­wa część kry­mi­nal­nej try­lo­gii zain­gu­ro­wa­nej dwa lata temu rewe­la­cyj­nym Beto­no­wym pała­cem. I trze­ba przy­znać, że to elek­try­zu­ją­ca wia­do­mość. Zaczy­ta­na część inter­ne­tów kipi od entu­zja­stycz­nych recen­zji, a przy oka­zji Wydaw­nic­two Lite­rac­kie wzna­wia wszystkie