Duchowe lecznictwo, czyli “Łowcy bólu” Bory Chung

Thriller fantastycznonaukowy z elementami filozoficznego, a może metafizycznego nawet, namysłu nad bólem i cierpieniem — to brzmi dobrze. A jednak wyszło jakoś kwadratowo.

Recenzje książek dobrych, złych i brzydkich. Bez zdjęć z latte przy kominku i bez śmiesznych kotków. Sautée z solą i pieprzem.

Thriller fantastycznonaukowy z elementami filozoficznego, a może metafizycznego nawet, namysłu nad bólem i cierpieniem — to brzmi dobrze. A jednak wyszło jakoś kwadratowo.

Zupełnie nie rozumiałem, dlaczego polskim wydaniom Krasznahorkaiego przykleja się łatki sugerujące apokaliptyczny nastrój. Może poza Szatańskim tangiem, tam trochę tego nastroju było. Po lekturze Melancholii sprzeciwu już rozumiem.

Oryginalny tytuł tego zbiorku jest chyba nieprzetłumaczalny — Bear Down, Bear North. Alaska Stories. Przemawia do mnie, niesie w sobie świeżutkie zderzenie znaczeń.

Oldschoolowa powieść o amerykańskiej szkole starego typu, tej znanej ze Stowarzyszenia umarłych poetów. I początek lat 60., kiedy idolami nie były jeszcze gwiazdy internetu. Ani nawet gwiazdy rocka. I nawet nie ikony jazzu, tylko pisarze. To dopiero oldschool.

Powieść polityczna libijskiego autora, żyjącego głównie na Zachodzie i piszącego po angielsku. Taka powieść polityczna, która zamienia się w rozbudowaną pochwałę przyjaźni, a ton dominuje w niej elegijny. Ładna i poruszająca.

Niewielkich rozmiarów zbiorek przynosi kilka drobnych form Jacka Dehnela, które może nie odegrają doniosłej roli w polskiej literaturze współczesnej, ale dają wiele przyjemności.

Najnowszy przekład prozy Ernaux to tomik zawierający dwa teksty — Wstyd wydany oryginalnie we Francji w 1997 roku i przemowę wygłoszoną na prośbę władz Yvetot, rodzinnego miasteczka pisarki. Plus garść zdjęć i listów jako ekstrasy.

Debiutancka powieść węgierskiego Noblisty ponownie po polsku. I dobrze, bo pierwsze wydania z W.A.B.-u fruwają po Internecie po dwie stówki i więcej, a jednak jest to proza trudna w lekturze, więc pewnie dotąd głównie się kurzyła.

Jakoś nie mogłem się oprzeć. Ładna, przyjemna w dotyku okładka z diabołem, a ArtRage przyzwyczaiło mnie, że wszystkie książki wydaje porządnie, a nie, że na papierze toaletowym i z wystającym klejem.

Tegoroczny Nobel spowodował (chyba nie tylko we mnie) uczucia mieszane, bo przecież proza László Krasznahorkaiego już w Polsce wydawana kiedyś była, ale przeoczyłem, bo to jakieś smutne i hermetyczne. No i trzeba nadrobić.