Duchowe lecznictwo, czyli “Łowcy bólu” Bory Chung

Thriller fantastycznonaukowy z elementami filozoficznego, a może metafizycznego nawet, namysłu nad bólem i cierpieniem — to brzmi dobrze. A jednak wyszło jakoś kwadratowo.

Recenzje książek dobrych, złych i brzydkich. Bez zdjęć z latte przy kominku i bez śmiesznych kotków. Sautée z solą i pieprzem.

Thriller fantastycznonaukowy z elementami filozoficznego, a może metafizycznego nawet, namysłu nad bólem i cierpieniem — to brzmi dobrze. A jednak wyszło jakoś kwadratowo.

Jestem wielkim fanem nowych przekładów Faulknera. Gdy na spotkaniu z Dehnelem i Tarczyńskim zapytałem ich o kolejne, powiedzieli, że jeden tłumaczy “Niepokonane”, a drugi “Absalomie, Absalomie”. Najpierw nie mogłem się doczekać tej pierwszej książki, a od razu po zamknięciu tomiku zacząłem wypatrywać drugiej.

Książka Anny Arno zawiera zbiór esejów skupiających się na kilku ważnych twórcach i wydawcach żyjących w monarchii austro-węgierskiej na chwilę przed jej upadkiem. I w trakcie upadku. Ciekawe, świetnie napisane, z konceptem spinającym je w całość.

Niewielkich rozmiarów zbiorek przynosi kilka drobnych form Jacka Dehnela, które może nie odegrają doniosłej roli w polskiej literaturze współczesnej, ale dają wiele przyjemności.

Po “Światłości w sierpniu” w przekładzie Tarczyńskiego i “Gdy leżę, konając” Dehnela przyszedł czas na niegdysiejszy “Azyl” — dziś “Schronienie”. Trzysylabowe słowo lepiej brzmi, odpowiada rytmowi angielskiego “Sanctuary”. A jest to tytuł paradoksalny, bo u Faulknera schronienia przed złem po prostu nie ma.

Powieść Kairos to świeżynka z Niemiec, która już zyskała sporą popularność wśród miłośników nowej prozy ambitnej, bo dostała Międzynarodowego Bookera w 2024 roku (na pół: autorka tekstu i autor przekładu na angielski). No to sprawdziłem. Nie wszystkie nagradzane książki sprawdzam.

Znak ostatnio otworzył szufladę z zapiskami Coetzeego z ostatnich lat. Po raczej rozczarowującym Polaku wysypało się z niej kilka opowiadań. Może nie wybitnych, ale też całkiem niezłych.

Realizm magiczny z Korei Południowej. Wydawało mi się, że jest to konwencja zużyta, ale Cheon Myeong-kwan pokazał mi, że jest inaczej. Bardzo pozytywne zaskoczenie.

Nie powiem, że z zapartym tchem czekałem na pierwszą od dawna książkę Zadie Smith. Nie czekałem. Ale skoro wyszła, to z przyzwyczajenia przeczytałem przy pierwszej sposobności. Bawiłem się dobrze.

Książka typu poradnikowego. Target między 10 a 14 lat. Dla młodszych nieco zbyt niezrozumiałe, dla starszych zbyt infantylne.