Zmierzch c.k. kultury i spotkania niemożliwe — “Do Pana kieruję moje milczenie” Anny Arno

Anna Arno - Do Pana kieruję moje milczenie
Książka Anny Arno zawiera zbiór esejów skupiających się na kilku ważnych twórcach i wydawcach żyjących w monarchii austro-węgierskiej na chwilę przed jej upadkiem. I w trakcie upadku. Ciekawe, świetnie napisane, z konceptem spinającym je w całość.

Punkt wyj­ścia jest chwy­tli­wy. Mamy kil­ku waż­nych poetów, publi­cy­stów i wydaw­ców, a tak­że jed­ne­go nie mniej waż­ne­go filo­zo­fa, któ­rzy mogli się spo­tkać, a się nie spo­tka­li (albo też spo­tka­li się tyl­ko nie­któ­rzy z nich). Co by było, gdy­by los poto­czył się ina­czej? Czy gdy­by Ludwig Wit­t­gen­ste­in zdą­żył odwie­dzić ocze­ku­ją­ce­go nań w szpi­ta­lu gar­ni­zo­no­wym poetę Geo­r­ga Tra­kla, ten ostat­ni nie popeł­nił­by samo­bój­stwa, przedaw­ko­wu­jąc kokainę?

Ale to jest tyl­ko chwy­tli­wy kon­cept, w dodat­ku wca­le nie odgry­wa­ją­cy klu­czo­wej roli w tek­ście, tyl­ko dobrze wyglą­da­ją­cy na okład­ce. Bo tak napraw­dę Anna Arno napi­sa­ła rze­tel­ną i wcią­ga­ją­cą (czy­ta się sama) książ­kę o losach i doj­rze­wa­niu twór­czym m.in. wspo­mnia­nych już Wit­t­gen­ste­ina i Tra­kla, ale też Ril­ke­go. I mniej donio­słych, ale w przeded­niu I woj­ny świa­to­wej waż­nych ludziach kul­tu­ry, felie­to­ni­stów, publi­cy­stów i wydaw­ców — Kar­la Krau­sa i Ludwi­ga Fic­ke­ra. Na orbi­cie tych roz­wa­żań poja­wia­ją się m.in. Toł­stoj (któ­re­go uda­ło się odwie­dzić Ril­ke­mu, ale nie było to dobre spo­tka­nie), Celan i Hitler.

Co robi ten ostat­ni w tak porząd­nym gro­nie? Cho­dził do tej samej szko­ły, co Wit­t­gen­ste­in, tyl­ko do innej kla­sy. Obaj zna­leź­li się na jed­nym zdję­ciu. I obaj wyro­śli z tego same­go kul­tu­ro­we­go tygla, tyle że Wit­t­gen­ste­in zajął się mate­ma­ty­ką i logi­ką, a Hitler pla­no­wa­niem ludobójstwa.

Anna Arno w ogó­le nie zasta­na­wia się nad tym, co by było, gdy­by Hitle­ra jed­nak przy­ję­li na ASP (wbrew temu, co stoi napi­sa­ne na ostat­niej stro­nie okład­ki). To robił kie­dyś Von­ne­gut. Arno skła­nia jedy­nie do zasta­no­wie­nia. A ja sobie myślę tak: co by było, gdy­by dziś jacyś miliar­de­rzy doszli do podob­ne­go wnio­sku, co Wit­t­gen­ste­in prze­szło sto lat temu — że tak ogrom­ny mają­tek, odzie­dzi­czo­ny lub zaro­bio­ny poprzez wyzy­ski­wa­nie innych ludzi, nie powi­nien przy­słu­gi­wać niko­mu z przy­czyn etycz­nych, zatem trze­ba go prze­zna­czyć na wspar­cie pisa­rzy i artystów?

Czy gdy­by kasa z big techów szła na filo­zo­fów i poetów, a nie na rakie­ty spa­da­ją­ce na Gazę, mie­li­by­śmy więk­sze szan­se na to, że jakoś się poukła­da? Gest Wit­t­gen­ste­ina kata­stro­fy nie powstrzy­mał, ale — jak póź­niej pisał Albert Camus — przy­naj­mniej war­to się starać.

4,5/6

PS. W zeszły pią­tek słu­cha­łem na żywo God­spe­ed You! Black Empe­ror. Było wspa­nia­le. Kupi­łem od nich nową pły­tę, ale na fot­kę powę­dro­wa­ła ta naj­słyn­niej­sza, bo jakoś tak ład­nie wyglą­da­ła. Na stre­amin­gach nie ma, poza Band­cam­pem, na znak pro­te­stu prze­ciw­ko nie­etycz­nym posu­nię­ciom wła­ści­cie­li big techów (Spo­ti­fy) i prze­ciw­ko nie­etycz­ne­mu póź­no­ka­pi­ta­li­stycz­ne­mu mode­lo­wi dys­try­bu­cji dóbr kul­tu­ry w ogó­le (pozo­sta­łe). I bar­dzo dobrze.

W Pozna­niu gra­li duże frag­men­ty ze Sta­tic:

Zmierzch c.k. kul­tu­ry i spo­tka­nia nie­moż­li­we — “Do Pana kie­ru­ję moje mil­cze­nie” Anny Arno
Facebooklinkedintumblrmail
Tagged on: