Najnowszy przekład prozy Ernaux to tomik zawierający dwa teksty — Wstyd wydany oryginalnie we Francji w 1997 roku i przemowę wygłoszoną na prośbę władz Yvetot, rodzinnego miasteczka pisarki. Plus garść zdjęć i listów jako ekstrasy.
Oba teksty dopełniają nie tylko siebie wzajemnie, ale też inne krótkie formy, pisane wcześniej, ze szczególnym wskazaniem na Miejsce (przecież to Yvetot) i Pewną kobietę (poświęconą matce pisarki). Te dwa teksty wyszły we Francji jeszcze w latach 80., a u nas Czarne wydane w jednym tomie Bliscy (wraz z Drugą córką). A że każda z tych krótkich książeczek obejmuje najwyżej kilkadziesiąt stron, właściwie mogłyby być umieszczone w jednej antologii. Warto mieć wszystkie, bo układają się w spójną całość, jednocześnie wyznaczając mapę dla innych tekstów Noblistki, z Latami na czele.
Wstyd zaczyna się potężnie — od wspomnienia, które miało zdeterminować spory kawał życia, a tym samym też późniejszych wyborów artystycznych Ernaux. A jest to widok ojca mierzącego w matkę toporkiem do drewna.
Pierwsze zdanie jest wymowne: Ojciec chciał zabić matkę pewnej czerwcowej niedzieli wczesnym popołudniem. Sucho, oszczędnie, behawiorystycznie. Gdzieś w głębi tekstu Ernaux pisze, że właśnie mierzenie się z tym doświadczeniem zadecydowało o kształcie jej literatury. Zamiast wymyślać fabuły, pisarka dokonywała wiwisekcji własnego życia małym miasteczku Yvetot, czyli zapadłej dziurze, co było podstawą do wnikliwej obserwacji współczesności, także po przeprowadzce na przedmieścia Paryża (zapiski zebrane w tomie Życie zewnętrzne). Trzeba zaznaczyć, że rodzina Ernaux to żadna patologia — rodzice prowadzili sklep z kawiarenką, w pakiecie z poukładanym życiem. Metoda Ernaux zaowocowała wielką literaturą, a przyszła Noblistka znalazła licznych naśladowców w różnych krajach (we Francji choćby Édouarda Louisa).
Jednakże ta scena to tylko punkt wyjścia. Dalej jest o maskowaniu wstydu związanego m.in. z pochodzeniem z ubogiej rodziny, kompleksem mieszkania w dziurze zabitej dechami, stosowaniem obciachowych form językowych. Ernaux pisze o tym, jak ze wstydem słuchała zdań wypowiadanych przez rodziców, bo słychać w nich prowincję. Blisko mi do tego doświadczenia. U nas, na Pomorzu Zachodnim, każdy ma dziadków, którzy skądś przyjechali. U nas każdy musiał sobie wycinać jakieś formy językowe, bo były obciachowe. Dlatego w Kołobrzegu mówi się polszczyzną warszawską (z grubsza), przeszczepioną z telewizji.
Ernaux o tym nie pisze, ale w zasadzie o tym właśnie pisze. I jeszcze o paru ważnych sprawach, dlatego warto ją czytać monograficznie.
4,5/6
PS. Na zdjęciu reedycja Wish You Were Here. Kupiłem, bo nie miałem tej płyty, znałem ją na pamięć i nie odczuwałem najmniejszej potrzeby, by kiedykolwiek puścić ją ponownie. Ale kupiłem i gra. Gdy miałem 8 lat, tato pożyczył ją od kolegi na pirackiej kasecie. Gdy się kończyło Have A Cigar i wszedł ten efekt, że niby wszystko leci z radia, wpadliśmy w panikę, bo myśleliśmy, że magnetofon zepsuł kasetę. Nie dosłuchaliśmy do końca, tato oddał to koledze, przepraszając za stan nośnika. Dopiero potem okazało się, że dalej leci numer tytułowy. Dzisiaj słychać go latem na deptaku w dowolnym mieście europejskim, gdy ktoś rzępoli i zbiera monety do czapki, więc słuchać się w zasadzie nie da, ale przy tym wstępie radiowym dalej mam ciarki. Też obciach, co nie?

