Śliczna miniaturka, czyli “Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach” Mathiasa Enarda

Mathias Enard
Niewielkich rozmiarów powieść historyczna, powiastka właściwie, poświęcona krótkiemu pobytowi Michała Anioła w Stambule na dworze sułtana Bajazyda. I mostowi, którego nigdy nie było.

Zaczy­na się intry­ganc­ko. Michał Anioł ma kło­po­ty w Waty­ka­nie, papież Juliusz II każe wyrzu­cić go za drzwi po tym, jak przy­szły Mistrz chce pie­nię­dzy na dokoń­cze­nie prac, tym­cza­sem na dwo­rze osmań­skim chcą pro­jek­tu mostu łączą­ce­go dwie czę­ści mia­sta ponad Zło­tym Rogiem. Wcze­śniej zle­ce­nie poszło do Leonar­da Da Vin­ci, ale suł­tan nie był zado­wo­lo­ny. Moż­na upiec dwie pie­cze­nie na jed­nym ogniu — utrzeć noska papie­żo­wi i wresz­cie udo­wod­nić, że jest się lep­szym archi­tek­tem od star­szej, znie­na­wi­dzo­nej kon­ku­ren­cji. I jesz­cze dobrze zarobić.

I tak lądu­je­my w Stam­bu­le w budo­wie. Mie­ście, któ­re jesz­cze nie­daw­no było Kon­stan­ty­no­po­lem. W mię­dzy­na­ro­do­wym, dobo­ro­wym towa­rzy­stwie, przy pięk­nym i zdol­nym poecie, w ramio­nach namięt­nej śpie­wacz­ki, uchodź­czy­ni z Anda­lu­zji. Jest uro­czo, zmy­sło­wo, cudow­nie. A powieść oka­zu­je się ślicz­ną minia­tur­ką utka­ną z paru zale­d­wie fak­tów, kil­ku odłam­ków sta­re­go świa­ta — rysun­ku mostu, zapi­sków w sta­rych księ­gach i w inwen­ta­rzach, listów.

Resz­ta jest zmy­śle­niem. Bar­dzo suge­styw­nym. Czy koniecz­nym i świa­tu nie­zbęd­nym? Nie­zu­peł­nie. Ale wpusz­cza­ją­cym do współ­cze­sne­go, zasy­fia­łe­go świa­ta odro­bi­nę świa­tła pro­sto z mło­de­go Renesansu.

Praw­do­po­dob­nie w ogó­le nie zauwa­żył­bym tej książ­ki, gdy­by nie nazwi­sko tłu­ma­cza. Uwiel­biam prze­kła­dy Fili­pa Łobo­dziń­skie­go, któ­ry nie spie­szy się, tka z języ­ka pięk­ne wzo­ry, a pol­sz­czy­zną wła­da praw­do­po­dob­nie lepiej niż 99 pro­cent spo­łe­czeń­stwa. Do tego ślicz­ne, jak zwy­kle, wyda­nie (ArtRa­ge odci­ska znak jako­ści) i wszyst­ko się zga­dza. Było mi z tym dobrze.

5/6

PS. Uwiel­biam Talk Talk. Wiem, że mod­nie jest wiel­bić te póź­niej­sze, pro­to­po­stroc­ko­we pły­ty, ja też je lubię, ale co zro­bić, jak naj­le­piej mi z okre­sem środ­ko­wym, dla mnie szczy­tem jest The Colo­ur Of Spring. Album It’s My Life w ten czy inny spo­sób towa­rzy­szy mi przez całe życie (nomen omen), jesz­cze jako mały dzie­ciak słu­cha­łem go u cio­ci z CD, gdy jesz­cze mało kto miał jakieś CD. Uwiel­biam, że moż­na sobie ode­drzeć w gło­wie te pio­sen­ki z ejti­so­we­go opa­ko­wa­nia, a wte­dy zosta­je samo pięk­ne. Jakoś mi to paso­wa­ło do książ­ki Enar­da. Nawet okład­ki mi się kom­po­nu­ją. Kupi­łem sobie jakiś nowy half-speed master, nie wiem, o co cho­dzi, ma pięk­nie grać, to gra.

Ślicz­na minia­tur­ka, czy­li “Opo­wiedz im o bitwach, o kró­lach i sło­niach” Mathia­sa Enarda
Facebooklinkedintumblrmail