klasyka

Sztuka rozkładu, czyli “Próchno” Wacława Berenta

Sztuka rozkładu, czyli “Próchno” Wacława Berenta

Naj­waż­niej­sza pol­ska powieść deka­denc­ka, nie­wy­ba­czal­nie zapo­mi­na­na przez wszyst­kich auto­rów pro­gra­mów naucza­nia języ­ka pol­skie­go w szko­le śred­niej. Próch­no sta­rze­je się z kla­są. Wła­ści­wie to wca­le nie mia­łem w pla­nach tego Beren­ta. Pasja­mi czy­tam sta­ro­cie, ale pro­za mło­do­pol­ska jakoś nie bar­dzo. Wolę

Składnia gruźlika, czyli “Autobiografie” Thomasa Bernharda

Składnia gruźlika, czyli “Autobiografie” Thomasa Bernharda

Wzno­wio­ny wła­śnie przez Czar­ne tom z pię­cio­ma (!) auto­bio­gra­fia­mi Tho­ma­sa Bern­har­da to rzecz wagi cięż­kiej, tyl­ko dla twar­dych zawod­ni­ków. Lek­tu­ra Bern­har­da jest wła­ści­wie toż­sa­ma z cier­pie­niem, ale nagro­dą jest poczu­cie obco­wa­nia z lite­ra­tu­rą total­ną. Rzecz w tym, że Bern­hard nicze­go

Nel, zejdź z trąby, czyli “W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza

Nel, zejdź z trąby, czyli “W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza

Ostat­nia ukoń­czo­na książ­ka Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza to rzecz pory­wa­ją­ca jed­nych, odpy­cha­ją­ca dru­gich. W pusty­ni i w pusz­czy to pod wie­lo­ma wzglę­da­mi wspa­nia­ła powieść. Ale nie powin­na być czy­ta­na bez dobrych przy­pi­sów i porząd­ne­go komen­ta­rza. Kie­dy byłem mały, nie zno­si­łem tej książ­ki.

Opowiedz to jeszcze raz, czyli “Piękna rupieciarnia” Hrabala

Opowiedz to jeszcze raz, czyli “Piękna rupieciarnia” Hrabala

Hra­ba­low­skie dro­bia­zgi — ese­je, frag­men­ty poskła­da­ne z listów i wywia­dów, wspo­mnie­nia róż­ne — docze­ka­ły się ele­ganc­kiej edy­cji w serii kla­sycz­nej Czar­ne­go. Wytraw­ni hra­ba­lo­lo­dzy już to zna­ją, ale to i tak bar­dzo pięk­na ksią­żecz­ka. Pięk­na rupie­ciar­nia już kie­dyś się na ryn­ku

Przypalona nerka Blooma, czyli “Ulisses” Jamesa Joyce’a

Przypalona nerka Blooma, czyli “Ulisses” Jamesa Joyce’a

Kie­dy zaraz po matu­rze bra­łem się za pierw­szą lek­tu­rę Ulis­se­sa, pod­cho­dzi­łem do niej z typo­wym namasz­cze­niem cha­rak­te­ry­zu­ją­cym nowi­cju­sza wypły­wa­ją­ce­go na głę­bo­ką wodę i spo­dzie­wa­ją­ce­go się natych­mia­sto­we­go wcią­gnię­cia na dno. Ku moje­mu zasko­cze­niu tekst dał mi wię­cej przy­jem­no­ści, niż się spo­dzie­wa­łem.