literatura współczesna

Pokochała papieża, czyli “Słońce narodu” Kuby Wojtaszczyka

Pokochała papieża, czyli “Słońce narodu” Kuby Wojtaszczyka

Po barokowo‐turpistycznej powie­ści Dla­cze­go nikt nie wspo­mi­na psów z Tita­ni­ca? Kuba Woj­tasz­czyk wra­ca do reali­zmu i kry­ty­ki pol­skie­go pie­kieł­ka rodzin­ne­go. Słoń­ce naro­du to książ­ka z cha­rak­te­rem, ale do pierw­szej ligi nie przej­dzie. Z kil­ku powo­dów. Wni­kli­wi czy­tel­ni­cy wyty­ka­ją ana­chro­ni­zmy, miło­śni­cy

Pisarz na kozetce, czyli “Historia przemocy” Édouarda Louisa

Pisarz na kozetce, czyli “Historia przemocy” Édouarda Louisa

Podob­no we Fran­cji całe śro­do­wi­sko gejow­skie czy­ta auto­bio­gra­ficz­ną książ­kę Louisa o tym, jak pisarz padł ofia­rą gwał­tu i nie­uda­ne­go mor­der­stwa na tle sek­su­al­nym. Pol­ska pre­mie­ra nastą­pi­ła — jak na nasze warun­ki — bły­ska­wicz­nie. I bar­dzo dobrze. Histo­ria prze­mo­cy Édo­uar­da Louisa

Męska sprawa, czyli “Nasz chłopak” Daniela Magariela

Męska sprawa, czyli “Nasz chłopak” Daniela Magariela

Zno­wu lite­ra­tu­ra ame­ry­kań­ska, zno­wu waria­cja na temat powie­ści dro­gi, nie­we­so­ła, jak fil­my z Sun­dan­ce. Daniel Maga­riel w debiu­tanc­kiej powie­ści Nasz chło­pak zaska­ku­je for­mą — bar­dzo skon­den­so­wa­ną, mini­ma­li­stycz­ną, suro­wą. I dzię­ki temu wygry­wa. Powieść Maga­rie­la od pierw­szych stron pora­ża bru­tal­ną szcze­ro­ścią.

Gulasz i szprycer, czyli “Sonnenberg” Krzysztofa Vargi

Gulasz i szprycer, czyli “Sonnenberg” Krzysztofa Vargi

To było do prze­wi­dze­nia. Krzysz­tof Var­ga w Son­nen­ber­gu łączy w spój­ną całość oba nur­ty swo­jej twór­czo­ści — bana­li­stycz­ną powieść war­szaw­ską i węgier­ską ese­isty­kę. Wyszła mu duża powieść o Buda­pesz­cie — i bar­dzo dobrze. W Son­nen­ber­gu moż­na zna­leźć wszyst­ko, co cha­rak­te­ry­stycz­ne

Mistrz narzeka, czyli “Dziennik 1949–1956” Sándora Máraiego

Mistrz narzeka, czyli “Dziennik 1949–1956” Sándora Máraiego

Dru­gi tom Dzien­ni­ka Mára­ie­go to świa­dec­two poszu­ki­wa­nia sen­su w świe­cie po kata­stro­fie, naj­pierw na emi­gra­cji we Wło­szech, a póź­niej w Nowym Jor­ku. Węgier­ski Mistrz znaj­du­je lekar­stwo na roz­pacz, ale przy oka­zji się rady­ka­li­zu­je. Dla Mára­ie­go kata­stro­fą był cał­ko­wi­ty upa­dek cywi­li­za­cji