Cały ten zgiełk, czyli “Grunge. Bękarty z Seattle” Piotra Jagielskiego

Grunge Jagielski
Najbardziej przereklamowany styl w historii rocka i parę fajnych, szczerych płyt. Dużo dobrej nutki, ale też wokalne maniery Cornella i Veddera, zarżnięte całkiem przez radio i MTV. Piotr Jagielski opowiada o tym grandżu bardzo ładnie i wciągająco.

Podob­nie, jak nie­gdyś ład­nie opo­wia­dał o jaz­zie — w Świę­tej tra­dy­cji, wła­snym gło­sie. Kie­dyś mia­łem o tej książ­ce skrob­nąć, ale jakoś mi się zapo­mnia­ło. No więc z Jagiel­skim jest tak, że mógł­by pisać nawet o este­ty­ce, któ­ra mnie kom­plet­nie nie inte­re­su­je, jakimś tech­no albo rapie, a i tak bym czy­tał i bujał nut­kę. Ma talent nar­ra­cyj­ny. Jest zaan­ga­żo­wa­ny, czuć emo­cjo­nal­ne nasta­wie­nie do tema­tu, a jed­no­cze­śnie spraw­dza i cytu­je źró­dła. Porząd­na robo­ta z zakre­su dzien­ni­kar­stwa muzycznego.

A jed­no­cze­śnie ktoś, kto się dosko­na­le w tema­ty­ce orien­tu­je, nicze­go spe­cjal­nie nowe­go się nie dowie. Mnie jakoś olśni­ło, że ta wer­sja In Ute­ro, któ­rą zna­my, zosta­ła schrza­nio­na przez wydaw­cę, bo pier­wot­ny miks Albi­nie­go był brud­ny, suro­wy i zde­cy­do­wa­nie bar­dziej bez­kom­pro­mi­so­wy, a świa­tło dzien­ne ujrza­ła pły­ta skro­jo­na tak, żeby wszy­scy kupi­li. Czy jest to wie­dza tajem­na? Nie, raczej nie. Jakoś tego nie pamię­ta­łem i zamy­śli­łem się, że szko­da, może by było brud­ne arcy­dzie­ło. Pokrze­pi­ło mnie też, że wie­lo­krot­nie była mowa o Pearl Jam jako o zespo­le, któ­ry kon­se­kwent­nie był wier­ny swo­im ide­ałom, żeby samo­dziel­nie sta­wiać warun­ki, a nie popły­nąć i posy­pać się jak Soundgarden.

Czy to jakoś zmie­ni­ło moje życie? Nie. Z przy­jem­no­ścią wró­ci­łem do wcze­snej Nirva­ny i do Mudho­ney, ale tam regu­lar­nie wra­cam, zwłasz­cza do tych dru­gich. Leciał grandż przez dwa tygo­dnie pra­wie non stop, Mudho­ney zosta­ło i dalej się buja. Przy­jem­nie spę­dzi­łem czas. Dla­te­go pole­cam, będzie miło.

3,5/6

PS. Na zdję­ciu naj­pięk­niej­sza pły­ta Nirva­ny. Ale też sym­bo­licz­na, bo nagra­na w MTV, któ­re grun­ge i wypro­mo­wa­ło, i zabi­ło, dla­te­go naj­le­piej pasu­je do książ­ki Jagiel­skie­go. Ja już jej nie słu­cham, jak już, to Bleach.

Cały ten zgiełk, czy­li “Grun­ge. Bękar­ty z Seat­tle” Pio­tra Jagielskiego
Facebooktwitterlinkedintumblrmail
Tagged on: