Logika serii, czyli “Zmagania i metamorfozy kobiety” Édouarda Louisa

Louis - Zmagania i metamorfozy kobiety
Wydana właśnie przez Pauzę trzecia książeczka Louisa o własnej rodzinie wyraźnie tworzy organiczną całość z poprzednimi. Jaki jest jej status jako dzieła literackiego? Należy ją czytać razem czy osobno?

Myślę, że tak posta­wio­ne pyta­nie będzie kie­dyś przed­mio­tem jakichś więk­szych prac teo­re­tycz­no­li­te­rac­kich. Zwłasz­cza, że dzie­ło Louisa wpi­su­je się w szer­szy nurt domi­nu­ją­cy ostat­nio w lite­ra­tu­rze, od rze­czy fik­cjo­nal­nych (np. Fer­ran­te) po auto­bio­gra­ficz­ne (Knaus­gård). Tym­cza­sem fran­cu­ski pisarz każe nam po raz kolej­ny wysłu­chać tej samej histo­rii o wła­snym coming oucie, dys­funk­cyj­nej rodzi­nie i nie­rów­no­ściach spo­łecz­nych. W książ­ce Koniec z Eddym pisał głów­nie o sobie, w Kto zabił moje­go ojca o tacie, a teraz o mamie. Robi to w oszczęd­nym, suro­wym sty­lu, w zasa­dzie pozba­wio­nym wszel­kie­go powa­bu lite­ra­tu­ry ope­ru­ją­cej war­stwą zna­czeń naddanych.

Louis for­mu­łu­je swój lite­rac­ki pro­gram wprost: Mówio­no mi, że lite­ra­tu­ra nigdy nie powin­na sta­rać się wyja­śniać rze­czy­wi­sto­ści, tyl­ko ją ilu­stro­wać, a ja piszę, żeby wyja­śnić i zro­zu­mieć życie mojej mat­ki. Mówio­no mi, że lite­ra­tu­ra nigdy nie powin­na się powta­rzać, a ja chcę spi­sy­wać tyl­ko tę samą histo­rię, wciąż i na okrą­gło, wra­cać do niej, dopó­ki nie pozwo­li mi ujrzeć frag­men­tów jej praw­dy, drą­żyć szcze­li­nę za szcze­li­ną tak dłu­go, aż to, co ukry­wa się pod spodem, zacznie wycie­kać na zewnątrz.

Czy to cią­gle jest lite­ra­tu­ra? A przy­naj­mniej taka, do jakiej jeste­śmy przy­zwy­cza­je­ni? Louis non­sza­lanc­ko wzru­sza ramio­na­mi i mówi, że nic go to nie obcho­dzi: teraz wiem, że to, co nazy­wa­ją lite­ra­tu­rą, two­rzo­no dotych­czas prze­ciw­ko posta­ciom takim jak ona i ich życiu. Odtąd już wiem, że pisać o niej i o jej życiu to pisać wbrew literaturze.

Inną kwe­stią jest to, czy uwa­ga czy­tel­ni­ka to udźwi­gnie. Aku­rat mnie ta histo­ria opo­wie­dzia­na po raz trze­ci powo­li zaczy­na nużyć. Podob­nie jak brak wszel­kich ozdob­ni­ków sty­lu — Zma­ga­nia i meta­mor­fo­zy kobie­ty są napi­sa­ne, iden­tycz­nie jak poprzed­nie mikro­au­to­bio­gra­fie, języ­kiem mani­fe­stu poli­tycz­ne­go. W sumie to są mani­fe­sty poli­tycz­ne zanu­rzo­ne w doświad­cze­niu pry­wat­nym, rodzin­nym, intymnym.

Na szczę­ście wszyst­kie te ksią­żecz­ki są bar­dzo krót­kie — godzi­na czy dwie czytania.

Z dru­giej stro­ny, nie mogę uwol­nić się od myśli, że ten tryp­tyk już w tej chwi­li przy­po­mi­na wiszą­ce na bia­łej ścia­nie gale­rii mini­ma­li­stycz­ne obra­zy. Każ­dy z nich fra­pu­je, ale przy odda­le­niu wszyst­kie są mniej wię­cej takie same. Wyeks­po­no­wa­ne razem two­rzą serię, zmu­sza­ją­cą do zasta­no­wie­nia nad upo­rem i kon­se­kwen­cją arty­sty. Taka wizja mnie prze­ko­nu­je, dla­te­go chęt­nie widział­bym te ksią­żecz­ki Louisa w jakiejś porząd­nej mono­gra­fii. Pew­nie w przy­szło­ści tak się sta­nie. Jakie kloc­ki pisarz jesz­cze do tej ukła­dan­ki dołoży?

4/6

PS. Na plej­ce tym razem Mariusz Duda, któ­ry rów­nież stwo­rzył dzie­ło wyko­rzy­stu­ją­ce logi­kę serii. To wła­ści­wie powsta­ły w lock­dow­nie tryp­tyk. A że wolę solo­we­go Dudę od jego macie­rzy­ste­go zespo­łu, reko­men­du­ję z czy­stym sumie­niem, choć fani pro­ga może się wku­rzą. Moim zda­niem waż­na rzecz. W cało­ści, nie tyl­ko Inte­rior Dra­wings.

Logi­ka serii, czy­li “Zma­ga­nia i meta­mor­fo­zy kobie­ty” Édo­uar­da Louisa
Facebooktwitterlinkedintumblrmail