Donkiszoteria licealna, czyli “Koncept nr 14” Samuela Kretesa

Koncept nr 14
Króciutka powieść Koncept nr 14 napisana pod pseudonimem zapowiada literacką grę z czytelnikiem, a w sumie okazuje się takim ambitniejszym young adult. Patronuje jej Ferdydurke — trochę na wyrost, ale przecież okładka i tak zapowiada coś znacznie słabszego.

Wła­ści­wie sam nie wiem, jak to się sta­ło, że jed­nak prze­czy­ta­łem tę powieść. Może tro­chę dla­te­go, że jej frag­men­ty zamie­ścił maga­zyn “Pismo”, ale prze­cież ja od daw­na nie kie­ru­ję się reko­men­da­cją żad­nych cza­so­pism przy wybo­rze lek­tu­ry — ufam w smak swój i moich przy­ja­ciół. Może bar­dziej dla­te­go, że Olga Wró­bel z Kurzo­ja­dów napi­sa­ła, że pod tak wstręt­ną okład­ką kry­je się cał­kiem nie­zły tekst.

Rze­czy­wi­ście, kosz­mar­na okład­ka koja­rzy się z jakąś tanią lite­ra­tu­rą sen­sa­cyj­ną i wła­ści­wie bar­dziej odstra­sza niż zachę­ca do czy­ta­nia. Co gor­sza, ten sam pro­jekt gra­ficz­ny został uży­ty w całej try­lo­gii Don­ki­szo­te­ria war­szaw­ska, któ­rej czę­ścią jest Kon­cept nr 14. Don­ki­szo­te­ria? To lubię! Kichot poja­wiał się u mnie parę razy, nawet ostat­nio pisa­łem o nim felie­ton, war­to spraw­dzić kon­tek­sty.

Kicho­ta w tej książ­ce nie zna­la­złem, bo jeże­li pre­ten­du­je do tego mia­na głów­ny boha­ter powie­ści, to jest co naj­wy­żej Kicho­tem ze szkol­ne­go kory­ta­rza. Kon­cept nr 14 jest w naj­więk­szej mie­rze powie­ścią o doj­rze­wa­niu, pierw­szej miło­ści i mło­dzień­czym bun­cie. Szlach­cic z Man­czy był sta­ry i cha­rak­te­ry­zo­wał go zgryź­li­wy dystans do świa­ta. Samu­el Kre­tes — boha­ter powie­ści i jej fik­cyj­ny autor — to bar­dziej taki bun­tow­nik bez powo­du w warszawsko‐hipsterskim wyda­niu. No, jakiś powód do bun­tu ma, bo cho­dzi dziew­czy­nę i o kło­po­ty w szko­le. Wątek miło­sny jest uro­czo naiw­ny, nato­miast wątek szkol­ny — zbyt gru­bo zary­so­wa­ny, przez co tra­ci rysy jakie­go­kol­wiek praw­do­po­do­bień­stwa, a do Fer­dy­dur­ke z kolei dale­ko. Szko­da, ale w sumie — mogło być gorzej.

Przy oka­zji rodzi się jed­nak pyta­nie o sen­sow­ność lite­rac­kiej gry, jaką pro­wa­dzi z czy­tel­ni­kiem autor. Bo to jest tak — każ­da z czę­ści try­lo­gii Don­ki­szo­te­ria war­szaw­ska jest napi­sa­na przez inne­go fik­cyj­ne­go auto­ra (poza Kre­te­sem są to Witold Tau­man i Jakub Dąbrow­ski), a wszy­scy gdzieś tam się w tych powie­ściach poja­wia­ją. Miło, ale nie jest to lite­ra­tu­ra wybit­na, a w związ­ku z tym nie bar­dzo chce mi się zga­dy­wać, kto mógł­by być praw­dzi­wym auto­rem tych ksią­żek. Ktoś bar­dzo zna­ny? W takim wypad­ku podej­rze­wał­bym jakie­goś twór­cę kry­mi­na­łów, bo ani to Twar­doch, ani Deh­nel — styl za sła­by. W mojej gło­wie rodzi się podej­rze­nie, że to jakiś zespół redak­cyj­ny, któ­ry dostał za zada­nie wysma­że­nie trzech ksią­że­czek łączą­cych przy­jem­ny pop z ambi­cja­mi arty­stycz­ny­mi. Może się mylę, może nie. Tak czy siak, Kon­cept nr 14 nadal zosta­je tyl­ko pro­duk­tem, a ja dal­szej gry nie podej­mu­ję.

2,5/5

PS. Do książ­ki dokła­dam dwie pły­ty, obie z bar­dzo brzyd­ki­mi okład­ka­mi. Ta depresyjno‐pornograficzna to nasza pol­ska Sierść. Strasz­ny hałas, tyl­ko dla twar­dzie­li, ale ja tam lubię noizz. A ta depresyjno‐deviantartowa to zim­no­fa­lo­wy duet emo Mueran Huma­nos. Za sta­ry jestem na taką muzy­kę, ale wkle­ję jed­ną pio­sen­kę, któ­ra mi się podo­ba:

Don­ki­szo­te­ria lice­al­na, czy­li “Kon­cept nr 14” Samu­ela Kre­te­sa
Facebooktwitterlinkedintumblrmail
Tagged on: