Ludzie nie są dobzi, czyli “Inni ludzie” Doroty Masłowskiej

Dorota Masłowska Inni ludzie
Masłowska wróciła. Tak normalnie, drukiem, na papierze, a nie na płycie CD — choć książka wygląda jak taka trochę za duża płyta. Inni ludzie to powrót w hiphopowym stylu Pawia królowej, choć tekst jest znacznie strawniejszy i zabawniejszy. Ale nie mniej zadziorny.

Nie ma co przy­ta­czać tu opi­sy­wa­nych przez Masłow­ską histo­rii. Autor­ka Woj­ny polsko-ruskiej jest mistrzy­nią bana­li­zmu na pol­skim podwór­ku, zatem stresz­czać jej ksią­żek po pro­stu nie wypa­da. Lek­tu­ra Innych ludzi może być za to nie­złym pre­tek­stem do zasta­no­wie­nia się nad kon­dy­cją rodzi­mej lite­ra­tu­ry i pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa. Zresz­tą, nawet w blur­bie czy­ta­my o tym, że Masłow­ska zada­je pyta­nia o pol­ską wspól­no­to­wość.

Wszystko źle

Powie­dzieć, że jest źle — to nic nie powie­dzieć. Pisar­ka się­ga głę­bo­ko w polsko-polskie kon­flik­ty, kom­plek­sy i bru­dy, a jej dia­gno­za prze­ja­wia się w języ­ku. Kale­kim, ordy­nar­nym, choć zabaw­nym. Ale ten humor języ­ko­wy to pod­słu­chi­wa­nie debi­la wrzesz­czą­ce­go do kole­gi. Tak gło­śno, na cały tram­waj, błe­he­he­he.

Ta war­stwa języ­ko­wa tek­stu może odrzu­cać, może bawić, może pochło­nąć bez resz­ty, jak każ­dy utwór napi­sa­ny w mania­kal­ny spo­sób. Ale war­to pamię­tać, że język Masłow­skiej kry­je coś wię­cej — głę­bo­kie prze­ko­na­nie, że coraz mniej się rozu­mie­my. A może nie­ba­wem cał­kiem prze­sta­nie­my się rozu­mieć.

Czemu źli muszą być źli, a nie mogą być dobzi?

Naj­za­baw­niej­szy błąd flek­syj­ny A.D. 2018 poja­wia się w zdaniu-refrenie mówią­cym o tym, że ludzie nie są dobzi (Nick Cave też śpie­wał kie­dyś o tym pio­sen­kę). No i co zro­bić, jak nie są. W cza­sach Woj­ny polsko-ruskiej też nie byli, ale wte­dy spo­łe­czeń­stwo było jakoś mniej spo­la­ry­zo­wa­ne i od razu było wia­do­mo, że język Masłow­skiej to pastisz. To w ogó­le było takie odświe­ża­ją­ce — poeci z krę­gu Świe­tlic­kie­go cie­szy­li się, że już moż­na pisać o wszyst­kim tak, jak się chce, ale to wła­ści­wie dopie­ro Masłow­ska w Woj­nie polsko-ruskiej prze­kro­czy­ła wszel­kie moż­li­we gra­ni­ce, dopusz­cza­jąc do gło­su wewnętrz­ne­go dre­sa. Teraz chy­ba jest mniej weso­ło.

Wła­ści­wie nie wiem, z cze­go ta nie­we­so­łość wyni­ka. Może z tego, że pra­co­ho­li­cy sie­dzą­cy w robo­cie do nocy i odbi­ja­ją­cy sobie brak praw­dzi­we­go życia na kom­pul­syw­nych zaku­pach to ludzie, z któ­ry­mi tro­chę łatwiej się prze­cięt­ne­mu czy­tel­ni­ko­wi ziden­ty­fi­ko­wać? Bo z Sil­nym, nawcią­ga­nym dre­sem, już nie było tak łatwo. Czy­ta­jąc Woj­nę polsko-ruską i Pawia kró­lo­wej potra­fi­łem bar­dzo wyraź­nie odciąć się od opi­sy­wa­nej przez Masłow­ską rze­czy­wi­sto­ści. Nato­miast byle­ja­kość pol­skiej deba­ty publicz­nej i obrzy­dli­wość naszych woje­nek, roz­ja­śnia­ne kolo­ra­mi z gaze­tek Lidla — to już coś, co doty­ka mnie na co dzień. Nawet, jeśli nie zacho­wu­ję się tak paskud­nie, jak boha­te­ro­wie Innych ludzi.

Ludzie po pro­stu nie mogą być dobzi.

4/5

Ludzie nie są dobzi, czy­li “Inni ludzie” Doro­ty Masłow­skiej
Facebooktwittergoogle_pluslinkedintumblrmail
Tagged on: