Jak daliśmy się wrobić w pracoholizm, czyli “Urobieni” Marka Szymaniaka

Marek Szymaniak "Urobieni" - recenzja
Szymaniak w książce Urobieni. Reportaże o pracy pokazuje dziki kapitalizm po 1989 roku, ale przede wszystkim próbuje odpowiedzieć na pytanie — dlaczego poszliśmy drogą neoliberalizmu w najbardziej bezwzględnej, amerykańsko‐brytyjskiej postaci?

Książ­ka Uro­bie­ni uka­za­ła się mie­siąc temu, na sam począ­tek waka­cji. I to chy­ba nie­zły ter­min, bo do jej lek­tu­ry przy­da się jakiś urlop, choć­by nie­wy­raź­nie migo­czą­cy na hory­zon­cie. Z pro­stej przy­czy­ny — trud­no w tych repor­ta­żach o pra­cy nie szu­kać sie­bie. Wie­lo­krot­nie łapa­łem się na tym, że porów­ny­wa­łem swo­ją wła­sną sytu­ację zawo­do­wą jako pozy­tyw­ny (na szczę­ście tak źle to nie mia­łem nigdy) albo nega­tyw­ny (kur­na, nawet tyle mi się nie uda­ło) punkt odnie­sie­nia dla czy­ta­nych histo­rii. Pro­sty wnio­sek — jestem uro­bio­ny.

Wszy­scy jeste­śmy uro­bie­ni. Na śmie­ciów­kach, na eta­tach, na fre­elan­sie. Jed­ni wybie­ra­ją sta­bil­ność finan­so­wą (etat) za cenę uza­leż­nie­nia od wyni­ków finan­so­wych fir­my i widzi­mi­się sze­fa. Inni wybie­ra­ją nie­za­leż­ność (fre­elans), ale nie mają gwa­ran­cji, że w przy­szłym mie­sią­cu będą mie­li za co opła­cić rachun­ki.

I tak jest dobrze, bo w latach 90., świe­żo po trans­for­ma­cji, było znacz­nie trud­niej. Co praw­da wystar­czy­ła odro­bi­na szczę­ścia w połą­cze­niu z pomy­sło­wo­ścią, by roz­bu­jać dobry biz­nes (o czym świad­czą repor­ta­że z ostat­niej czę­ści książ­ki, Dobry taj­ming), ale zde­cy­do­wa­na więk­szość Pola­ków szła pod wodę wraz z upa­da­ją­cy­mi przed­się­bior­stwa­mi albo wege­to­wa­ła na śmie­ciów­kach w mar­ke­tach i fir­mach ochro­niar­skich. A wła­ści­wie: wege­tu­je tam do dziś.

Jeszcze raz thatcheryzm

Teraz moż­na bar­dziej wybrzy­dzać. Do pra­co­daw­ców powo­li docie­ra, że o dobre­go pra­cow­ni­ka trze­ba zawal­czyć, a póź­niej o nie­go dbać, żeby nie odszedł do kon­ku­ren­cji. Ale do tego było potrzeb­ne nowe, młod­sze poko­le­nie, wcho­dzą­ce na rynek pra­cy po 2000 roku, zna­ne z tego, że jest bar­dziej bez­czel­ne, rosz­cze­nio­we. I nie ma się co dzi­wić — jed­ną z naj­waż­niej­szych tez Szy­ma­nia­ka jest kil­ka­krot­nie powtó­rzo­na w książ­ce dia­gno­za kon­dy­cji mło­dych pra­cow­ni­ków na pol­skim ryn­ku pra­cy. W skró­cie: dobrze wykształ­ce­ni, z dwoma‐trzema fakul­te­ta­mi i dodat­ko­wy­mi kur­sa­mi, ale bez sta­łej umo­wy i na gar­nusz­ku u rodzi­ców, bo żaden bank nie da kre­dy­tu. I to jest neo­li­be­ra­lizm w wyda­niu raeganowsko‐thatcherowskim w fazie wyczer­pa­nia.

Satyra na neoliberalny kapitalizm i coachingowy bełkot, czyli Regres Osobisty
Saty­ra na neo­li­be­ral­ny kapi­ta­lizm i coachin­go­wy beł­kot, czy­li Regres Oso­bi­sty

Marek Szy­ma­niak w zakoń­cze­niu książ­ki publi­ku­je roz­mo­wę z prof. Andrze­jem Sza­ha­jem poświę­co­ną róż­nym mode­lom kapi­ta­li­zmu. I prof. Sza­haj mówi o tym, że wca­le nie musie­li­śmy wybrać dro­gi Raega­na i That­cher. Dziś widać wyraź­nie, że kapi­ta­lizm w odmia­nie skan­dy­naw­skiej i nad­reń­skiej spraw­dza się znacz­nie lepiej niż orto­dok­syj­ny neo­li­be­ra­lizm, któ­ry każe bez­kry­tycz­nie wie­rzyć w dogmat, że nie­wi­dzial­na ręka ryn­ku sama wszyst­ko wyre­gu­lu­je i wszyst­ko będzie OK.

Nie jest OK

Neo­li­be­ral­ny wol­ny rynek był jedy­nym goto­wym, mniej wię­cej spraw­dzo­nym mode­lem moż­li­wym do szyb­kie­go wdro­że­nia od razu po upad­ku komu­ny. W zasa­dzie nie było alter­na­ty­wy. Pro­blem w tym, że w Pol­sce ten model został przy­ję­ty w zasa­dzie bez­kry­tycz­nie. Mamy takie nie­szczę­ście, że każ­da pró­ba for­so­wa­nia regu­la­cji pań­stwo­wych (jak w Skan­dy­na­wii) z miej­sca koja­rzy się z komu­ną i dla­te­go są one kon­se­kwent­nie odrzu­ca­ne. Ze szko­dą dla ryn­ku pra­cy i dla pra­cow­ni­ków, bo zda­niem Szy­ma­nia­ka nie­wi­dzial­na ręka ryn­ku regu­lu­je rela­cje pomię­dzy pra­co­daw­cą i pra­co­bior­cą zawsze na korzyść bogat­sze­go i sil­niej­sze­go.

Kon­se­kwen­cją jest przede wszyst­kim nie­wy­dol­ność kon­tro­li ryn­ku pra­cy przez pań­stwo, w zasa­dzie zapro­gra­mo­wa­na wraz z wdro­że­niem kapi­ta­li­zmu w wer­sji neo­li­be­ral­nej. NIK nie radzi sobie nawet z duży­mi fir­ma­mi, ale praw­dzi­wa kata­stro­fa to przed­się­bior­stwa z sek­to­ra MŚP, ze szcze­gól­nym wska­za­niem na małe firem­ki. Mikro­fir­my, czy­li przed­się­bior­stwa zatrud­nia­ją­ce mniej niż 10 pra­cow­ni­ków, kon­tro­lo­wa­ne są raz na 36 lat, czy­li nigdy, bo więk­szość z nich tak dłu­go nie utrzy­mu­je się na ryn­ku. I jak tu dbać o pra­wa pra­cow­ni­ków?

Kolej­na spra­wa to samo­za­trud­nie­nie. Z jed­nej stro­ny wciąż poku­tu­je w Pol­sce prze­ko­na­nie wdru­ko­wa­ne w nas w latach 90., gło­szą­ce że tyl­ko kom­plet­ne nie­oga­ry pra­cu­ją u kogoś, a ludzie inte­li­gent­ni zakła­da­ją wła­sne biz­ne­sy. Z dru­giej — aktu­al­nie wyraź­nym tren­dem na ryn­ku pra­cy jest uni­ka­nie pła­ce­nia przez fir­my kosz­tów pra­cy poprzez zmu­sza­nie pra­cow­ni­ków do zakła­da­nia wła­snych dzia­łal­no­ści i roz­li­cza­nia się na wła­sną rękę. Szy­ma­niak pisze, że im wię­cej samo­za­trud­nio­nych, a Pol­ska pod tym wzglę­dem jest trze­cia w Euro­pie, tym pań­stwo mniej roz­wi­nię­te i bied­niej­sze. Pew­nie moi nie­źle zara­bia­ją­cy zna­jo­mi z dobrze pro­spe­ru­ją­cych branż (rekla­ma, IT) nie mają z tym pro­ble­mu, ale już pra­cow­ni­cy ochro­ny, stró­że pil­nu­ją­cy roz­wa­la­ją­cych się bud i sprzą­tacz­ki ogar­nia­ją­ce biu­row­ce w Mor­do­rze nie są z tego samo­za­trud­nie­nia zado­wo­le­ni.

Co dalej?

Wnio­ski z lek­tu­ry Uro­bio­nych są oczy­wi­ste: trze­ba szu­kać kapi­ta­li­zmu z ludz­ką twa­rzą, a naj­le­piej zaglą­dać do naj­bliż­szych sąsia­dów, po zachod­niej stro­nie gra­ni­cy i po dru­giej stro­nie morza. Bo stan uro­bie­nia nie słu­ży niko­mu - pre­ka­riat to ładu­nek wybu­cho­wy, któ­ry może zapło­nąć, a zaje­cha­ni mene­dże­ro­wie mogą stra­cić czuj­ność i zaczną kłaść fir­my, co zaszko­dzi same­mu kapi­ta­li­zmo­wi.

Ja niby mia­łem szczę­ście, bo ostat­nio byłem po stro­nie zaje­cha­nych, choć zara­bia­ją­cych tak sobie mene­dże­rów i jakoś umiem zna­leźć z tego wyj­ście. Szu­kam spo­so­bu na slow life, bez wykań­cza­ją­ce­go stre­su, i mam nadzie­ję, że to będzie dobre. Ale to tyl­ko na grun­cie pry­wat­nym. Całość pol­skiej gospo­dar­ki jedzie na dość wykoń­czo­nej szka­pie i mam głę­bo­ką nadzie­ję, że nie pad­nie ona na środ­ku toru wyści­go­we­go.

4/5

Jak dali­śmy się wro­bić w pra­co­ho­lizm, czy­li “Uro­bie­ni” Mar­ka Szy­ma­nia­ka
Facebooktwittergoogle_pluslinkedintumblrmail
Tagged on: