Prasowanie spodni od munduru SS, czyli “Dramaty. Tom 1” Thomasa Bernharda

Bernhard - Dramaty, t. 1
Współczesny dramat bez Bernharda to jak czuły narrator bez Tokarczuk. Dobrze, że wychodzi świeża edycja sztuk austriackiego mizantropa, bo są znów niepokojąco aktualne.

Pierw­szy tom Dra­ma­tów wypusz­czo­ny wła­śnie przez Czy­tel­ni­ka to przede wszyst­kim słyn­ny tekst Przed odej­ściem w stan spo­czyn­ku, któ­ry wywo­łał kie­dyś w Austrii ogrom­ne kon­tro­wer­sje. To w tej sztu­ce Bern­hard zarzu­cił swo­im roda­kom poukry­wa­ne sym­pa­tie naro­do­wo­so­cja­li­stycz­ne, dopie­ro póź­niej przy­szło powie­ścio­we Wyma­zy­wa­nie. Ten tekst już się kie­dyś po pol­sku uka­zał (w Wydaw­nic­twie Lite­rac­kim, nakład już daw­no wyczer­pa­ny). Pamię­tam, że czy­ta­łem go jakieś 15 lat temu, dla­te­go jakoś maja­czy­ła mi w pamię­ci sce­na, w któ­rej sio­stra pre­ze­sa sądu pra­su­je spodnie od mun­du­ru ofi­ce­ra SS — bra­ci­szek był nim pod­czas woj­ny. Na co mu te spodnie? Na corocz­ne świę­to — uro­dzi­ny Him­m­le­ra spę­dza­ne w gro­nie naj­bliż­szych.

Wte­dy czy­ta­łem tekst szyb­ko i chy­ba bez więk­sze­go zaan­ga­żo­wa­nia. Teraz powo­lut­ku, a każ­de zda­nie mro­zi­ło. Zwłasz­cza te, w któ­rych jest mowa o żywych nazi­stow­skich resen­ty­men­tach (To jest dopraw­dy prze­ra­ża­ją­ce / A przy tym więk­szość myśli tak jak my / więk­szość się kry­je to wła­śnie jest prze­ra­ża­ją­ce / jakiż to absurd / więk­szość myśli jak my i śmie to czy­nić po kry­jo­mu / Nawet jeśli twier­dzą coś wręcz prze­ciw­ne­go / wszy­scy są i tak naro­do­wy­mi socja­li­sta­mi). I powta­rza­ny w kół­ko zło­wiesz­czy refren: Pocze­kaj tyl­ko / przyj­dzie czas że znów będzie­my mogli to poka­zać. Ponu­re pro­roc­two.

Przy tym tek­ście (z dopi­skiem Kome­dia o duszy nie­miec­kiej w tytu­le!) pozo­sta­łe dwie sztu­ki jawią się jako znacz­nie lżej­sze. Ale to nie zna­czy, że mniej suge­styw­ne. Siła przy­zwy­cza­je­nia i Minet­ti. Por­tret arty­sty z cza­sów sta­ro­ści sta­no­wią prze­wrot­ną pochwa­łę sztu­ki (zuży­tej, zwul­ga­ry­zo­wa­nej, nie­po­trzeb­nej, ale jed­nak sztu­ki) przy jed­no­cze­snej kry­ty­ce austriac­kie­go miesz­czań­stwa. Czy­li kla­sycz­ny Bern­hard, z ducha moder­ni­stycz­ny, a to prze­cież lubię. Mój ulu­bio­ny wątek prze­wi­ja­ją­cy się przez oba te tek­sty to smród miast i mia­ste­czek — fizycz­nie obec­ny, nie­zno­śny, ale o ducho­wym cha­rak­te­rze. W Sile przy­zwy­cza­je­nia śmier­dzi Augs­burg, w któ­rym naza­jutrz mają coś wysta­wić boha­te­ro­wie sztu­ki. W Minet­tim śmier­dzi wła­ści­wie każ­de wspo­mnia­ne mia­sto, ale naj­moc­niej cuch­ną te nad Bał­ty­kiem. Boha­ter mówi: Te wszyst­kie mia­sta poło­żo­ne nad morzem śmier­dzą / ale w Lube­ce śmier­dzi naj­okrut­niej. To aż poetyc­kie. A śmia­łem się do roz­pu­ku.

Czy­tel­nik zapo­wia­da rychłe wyda­nie tomu dru­gie­go, więc już cze­kam. Wiem, że z Bern­har­dem świat wca­le nie będzie wyda­wał się lep­szy. Ale to są tek­sty waż­ne. Nie jest mi z nimi lepiej, jed­nak czy­tać trze­ba.

5/5

Dra­ma­ty Bern­har­da czy­ta­łem głów­nie w ciszy, na wietrz­nej wyspie Wolin (Bern­hard na pew­no napi­sał­by, że tam śmier­dzi), ale jeśli mógł­bym zasu­ge­ro­wać dobry sound­track, to była­by to jed­na z naj­waż­niej­szych pol­skich płyt mija­ją­cej deka­dy, czy­li Eli­te Feli­ne zespo­łu Lot­to. Dobrze mi współ­brz­mi z ryt­mem fra­zy Bern­har­da. Sprawdź­cie sobie.

 

Pra­so­wa­nie spodni od mun­du­ru SS, czy­li “Dra­ma­ty. Tom 1” Tho­ma­sa Bern­har­da
Facebooktwitterlinkedintumblrmail
Tagged on: