Wolałbym nie, czyli “Kopista Bartleby” Hermana Melville’a

Kopista Bartleby
Genialna mikropowieść Melville’a z połowy XIX wieku to radykalne literacko studium odmowy, opierające się na jednym zdaniu — I WOULD PREFER NOT TO. Wolałbym nie.

Ta kon­struk­cja skła­dnio­wa poja­wia­ją­ca się w tek­ście w kil­ku waria­cjach sta­no­wi domi­nan­tę kom­po­zy­cyj­ną cało­ści — wokół niej wszyst­ko się roz­gry­wa, na niej osa­dzo­ny jest głów­ny pro­blem filo­zo­ficz­ny. Czy­li odmo­wa dzia­ła­nia, porzu­ce­nie jakiej­kol­wiek aktyw­no­ści, bez­u­ży­tecz­ność pra­cy i wresz­cie — wstręt do życia.

Genial­ność Melville’a pole­ga nie na tym, że ten temat poru­szył (robi­li to po wie­lo­kroć egzy­sten­cja­li­ści, a ostat­ni­mi cza­sy temat znów jest mod­ny, o czym świad­czy choć­by Mój rok relak­su i odpo­czyn­ku Ottes­sy Mosh­fegh). Rzecz w tym, że Melvil­le uka­zał boha­te­ra odma­wia­ją­ce­go jakie­go­kol­wiek dzia­ła­nia z punk­tu widze­nia jego pra­co­daw­cy. Czy­li kogoś, komu ta odmo­wa raczej nie pasu­je.

W dodat­ku Bar­tle­by nie­le­gal­nie pomiesz­ku­je sobie w jego biu­rze. Jak takie­go wywa­lić? Teo­re­tycz­nie wystar­czy wezwać poli­cję i po spra­wie. Ale Bar­tle­by poprzez swo­je wolał­bym nie wyraź­nie nar­ra­to­ro­wi impo­nu­je. Wyra­ża jego wła­sny strach przez reflek­sją nad egzy­sten­cją, bo mogła­by dopro­wa­dzić do nie­wy­god­nych wnio­sków. Bar­tle­by sta­je się jego dop­pel­gän­ge­rem i odpo­wied­ni­kiem grec­kie­go fatum. Sytu­acja jest natu­ral­nie Kaf­kow­ska, ale ponad pół wie­ku przed Kaf­ką.

Zachę­ce­ni? To ja koń­czę opo­wia­dać, bo cały tekst liczy nie­speł­na 60 stron, bierz­cie się lepiej za nie­go zamiast scrol­lo­wać blo­gi o książ­kach.

4/5

PS. Jako sound­track pro­po­nu­ję naj­bar­dziej egzy­sten­cjal­ną pły­tę z krę­gu roc­ka pro­gre­syw­ne­go — God­bluff Van Der Gra­af Gene­ra­tor. Bo fra­za wolał­bym nie mogła­by być do niej mot­tem.

Wolał­bym nie, czy­li “Kopi­sta Bar­tle­by” Her­ma­na Melville’a
Facebooktwitterlinkedintumblrmail
Tagged on: